sobota, 2 listopada 2013

Selena Gomez-Stars Dance

Odskocznia taka z lekko odleżaną recenzją płyty Seleny. Mam nadzieję, że nikt za to na mnie się nie przejedzie :D.


wykonawca:Selena Gomez
tytuł:Stars Dance
typ płyty:LP
czas nagania:38:59
gatunek:europop, electropop, dance pop, dubstep
ilość utworów:15
data wydania:19.07.2013

Jak dotąd 21 letnia Selena wydała trzy albumy pod szyldem „Selena Gomez & The Scene” (Kiss & Tell, A Year Without Rain, When The Sun Goes Down). Tym razem kolejny album sygnowany tylko jej nazwiskiem składa się z 13 utworów. Płytę promował singiel „Come & Get It”, który nasuwał myśl, że cały album będzie refleksyjny, ponieważ Gomez niedawno zerwała z Justinem Bieberem. Zaskoczenie przyszło wraz z pierwszym utworem, „Birthday”, gdyż nie nasuwa on na myśl dziewczyny załamanej zerwaniem. Przeciwnie, jest to żywa piosenka przy której można się dobrze bawić na imprezie i pewnie rozkręciłaby nie jedno czerstwe przyjęcie urodzinowe. W dniu 21 urodzin Gomez wrzuciła na youtube nieoficjalny teledysk do „Birthday” chcąc w ten sposób uczcić kolejny rok swojego życia. Nagranie odbywa się podczas imprezy. Niektórzy widzą wiele podobieństw teledysku „Birthday” do najnowszego teledysku rówieśniczki Sel, Miley Cyrus (mowa o We Can't Stop), z czym ciężko się zgodzić. Brak tam lalek, basenów, obcinania palców czy ciągania sztucznych zwierząt po dywanie. Jest tylko impreza, na której świętowane są urodziny Gomez. Drugim kawałkiem po „Birthday” jest „Slow Down”. Sam tytuł nasuwa myśl że to będzie smutas, jednak tępo nie zwalnia, dalej się bawimy. Tym razem Selena śpiewa na tylnym siedzeniu luksusowego auta, potem bawi się na całego na imprezie. Jednak przy tytułowym „Stars Dance” zwalniamy. Nieznacznie, ale jednak. I tu mamy powody do zdenerwowania. Głos Gomez jest tak nienaturalny, że do pierwszego refrenu masz ochotę wyrzucić swoje słuchawki z dala od siebie. Przy refrenie się robi gorzej, bo pod koniec słyszy się „stars dance dance dance for for you”. Jeśli producentom zależało na efekcie zacinającej się płyty to trzeba przyznać, udało się. Niczym remake „Birthday Cake” Rihanny. Po tym na siłę wystylizowanym na smutasa utworze czwarty utwór, „Like a Champion” przyśpiesza i od razu poprawia się człowiekowi humor. Jednak na krótko, bo w refrenie pojawia się głównie „rompopom” jakieś „dililid cośtam” i cały czas „champion”. Piąty utwór to „Come & Get It” i siłą rzeczy zwalniamy. Teledysku także nie trzeba przypominać. To raczej miłosny kawałek, niż imprezowy, gdyż w pewnym momencie słyszymy, że „ta miłość jest nie skończoną grą”. Złośliwi twierdzą że to jest skierowane do Biebera. Osobiście uważam, że każdy chłopak może wykonać ten kawałek dla dziewczyny z którą mu się nie układa z naciskiem na „this love is unfinished game”. Szósty kawałek (a zarazem połowa albumu) to Forget Forever. I znów spodziewamy się po tytule jakiegoś smutasa, skoro przy 5 zwolniliśmy. Niespodzianka. Zaczynamy znów przyśpieszać. Selena nie rozpacza, nie mówi że nie skończyła z tym uczuciem. Forget Forever (znany również jako Rule The World) to nieustające zapewnienie, że Gomez swoich słów nie rzuca na wiatr. No cóż, czas pokaże czy zapomni o Bieberze na zawsze. Pod numerem 7 znajdujemy Save The Day. Dalej nie zwalniamy, dalej się bawimy. Nic więcej, dalej słychać że należy oszczędzić sobie dnia. Nie płaczmy, bawmy się! Ósemka to B.E.A.T. Tu nie było wyjścia, to typowy kawałek imprezowy, nie zwalniamy, nawet lekko przyśpieszamy. Aż dziw, że ta płyta to płyta pop, bo ten kawałek bardziej podchodzi pod electro. Dalej mamy Write Your Name. Z początku nic na to nie wskazuje ale to imprezowo-refleksyjny kawałek, w który Sel prosi ukochanego o napisanie jego imienia na niej, gdyż dzięki niemu będzie bezpieczna. Cały kawałek to taka jedna wielka prośba. Na miejscu 10 mamy Undercover. Tu słyszymy, że piosenkarka widząc kogoś jej bliskiego chce zniknąć, ponieważ uważa że ten ktoś jest sexy maszyną żyjącą w Hollywood. Czyżby dalej poruszała temat zerwania z Bieberem? Jedenaście to Love Will Remember i zaczynamy zwalniać. "Hej, to ja. Dzwonię, żeby powiedzieć Ci, że kocham Cię bardzo, bardzo mocno.” Która z nas nie marzy aby książę z bajki do nas zadzwonił i właśnie tak powiedział. I kolejny raz, choć przyznaję się do tego po raz pierwszy mam na twarzy wyraz zadający 1 pytanie-”Czemu do cholery ciągle śpiewasz tak jakbyś naprawdę chciała wrócić do swojego byłego”? No cóż nikt nie jest perfekcyjny, a dalej mamy „Nobody Does It Like You”. I w refrenie słyszymy kilkukrotnie powtórzone „nobody”. Czy nie wystarczyłoby raz a porządnie zaśpiewać „Nobody Does It Like You” w refrenie? Mimo tej skuchy z powtórzeniem kawałek jest znośny, no ale na budzik to się nie nadaje. Chyba że ktoś lubi się przyprawiać o zawał serca. Ostatnim a zarazem 13 kawałkiem jest Music Feels Better. I tu mamy moment zastanowienia-co to oznacza że muzyka czuje się lepiej? Jednak słuchając odnosi się wrażenie, że do tytułu powinno się dodać „with you” i wszystko będzie jasne. Z tym utworem haczymy z lekka o klimaty „Birthday” i krąg się zamyka. Ogólnie płyta Seleny Gomez wywarła na mnie wrażenie ogromne, nawet minimalistyczna okładka, bo po co komu masa efektów specjalnych? W skali ocen szkolnych „Stars Dance” otrzymuje mocne cztery pomimo że jakościowo jest lepszy od poprzedników wydanych z zespołem „The Scene”. Album zasłużyłby na 5 tylko wtedy, gdyby Selena bardziej dopracowała to, co jej nie wyszło (czyli śpiewanie przez 10 utworów o tym, jak to dobrze być w związku), ponieważ płyta przypadnie raczej do gustu osób śledzących karierę Gomez od początków z Disney Channel niż tym, którzy twórczości Sel nie znali do tej pory.

A teraz w ramach pokutowania za przerwę wy możecie narzucić mi co mam przeczytać i zrecenzować. Komentarze czekają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz