sobota, 23 sierpnia 2014

Agatha Christie, Wczesne sprawy Poirota

I w tym momencie ludzkość pozna moją miłość do książek Agathy Christie. Czyli słowem wstępu, panie i panowie "Wczesne sprawy Poirota"



autor: Agatha Christie
tytuł: Wczesne sprawy Poirota
tytuł oryginalny: Poirot's Early Cases
rok wydania: 1974

Mesdames et Messieurs przed wami słynny detektyw Herkules Poirot i jego wierny przyjaciel, kapitan Arthur Hastings. Owszem, początek jest rodem z francuskiego, ale najsłynniejszy detektyw z Belgii mieszkający w Wielkiej Brytanii wśród wszystkich wtrąca słowa z francuskiego, przez co wszyscy myślą że jest Francuzem. Ale nie, jest Belgiem, który ma wysokie mniemanie o sobie i jest bardzo dumny ze swoich wąsów.  A ta książka zawiera 18 rożnych opowiadań, które ukazują pracę szarych komórek Poirota. Wyjaśnia on m.in. jak porwano małe dziecko, kiedy zginęła młoda kobieta przed rozwodem czy jak zamordowano człowieka, który zamknął okno i drzwi. Kiedy innych irytują wtrącenia detektywa z francuskiego, mnie się one podobają. Nie spłaszcza to jego postaci, nie robi z niego typowego Anglika, z tym francuskim mu do twarzy. Niestety mało ludzi chyba to docenia, a docenia bardziej jego dar do rozwiązywania zawiłych niespodzianek. Choć jest tu opisana jedna porażka Poirota (będę wredna, nie powiem wam jaka, choć jest o niej wzmianka w innej powieści o Poirocie). Rozwiązaniem jest zawsze to, czego człowiek się nie spodziewa. Co sprawia, że Herkules Poirot potrafi dojść do całego kłębka po naprawdę cienkim sznurku? Metodyczność, staranność, skrupulatność i szare komórki. Kiedy Hastings nie zwraca większej uwagi na szczegóły i chce od razu działać, Poirot woli przysiąść, wysilić szare komórki, przeanalizować wszystko, nawet najdrobniejsze szczegóły, co bohater podkreśla w jednym z rozwiązań zagadek, kiedy jednocześnie rozwiązuje także i inną zagadkę. W ostatnim opowiadaniu pojawia się Felicity Lemon, sekretarka tytułowego bohatera, która tak jak i Hastings pojawia się w innych historiach o Poirocie.
Minusem całości jest tylko mało historii o małym Belgu (tak, 18 to dla mnie mało), ale pocieszenie brzmi "Czy to nie jedyna książka o Herkulesie Poirot?". Odpowiedź brzmi nie. A jako, że serie o Poirocie wolę bardziej niż te o Jane Marple. Ekranizacje? Widziałam końcówkę jakiejś ekranizacji kilka lat temu, niestety nie pamiętam tytułu no i miałam pecha. Ale cóż poradzę, choć życie jest krótkie to i ekranizacje obejrzę. Choć bardziej sobie cenię książkę. I niestety, ale to moja najukochańsza postać literacka, zaraz za Anią Shirley i pewno nie raz, nie dwa, nie pięć, nie dwadzieścia z mojego powodu będziecie się z nim stykać. Dla fanów kryminałów i/lub literatury z Wielkiej Brytanii pozycja bardziej niż obowiązkowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz