niedziela, 10 sierpnia 2014

John Green, Gwiazd naszych wina

Na podstawie tej książki powstał ostatnio popularny film (którego nie obejrzałam, bo chciałam się zapoznać najpierw z książką, w moim przypadku typowe). Jest to książka, która dołączyła do mojej listy "nie wymusza płaczu". Panie, panowie, "Gwiazd naszych wina"
Szesnastoletnia Hazel z pozoru jest normalną nastolatką... pomijając fakt, że wszędzie, gdzie idzie ona, jest i jej butla z tlenem. W rzeczywistości jest chora na raka, a płuca nie chcą być jak płuca. Decyzją matki chodzi na spotkania grupy wsparcia. Poznaje tam  m.in. Isaaca, który przez raka stracił jedno oko. Pewnego dnia jednak dane jest jej spotkać Augustusa, który w wyniku raka stracił nogę. Nastolatkowie odnajdują wspólne zainteresowania. Hazel poleca mu nawet swoją ulubioną książkę-Cios udręki. Dla dziewczyny pewną zagadką jest to, dlaczego nie powstała kontynuacja losów bliskich bohaterki, która jak przypuszcza Hazel, umarła na nowotwór. Napisała kilka listów do autora, Petera van Houtena, jednak nigdy nie otrzymała odpowiedzi na swoje pytania. Augustusowi udaje się nawiązać kontakt z pisarzem. Hazel chciałaby pojechać do Amsterdamu spotkać go, jednak to niemożliwe. Jej leki są zbyt drogie, a ona sama jako 13 letnie dziecko wykorzystała swoje "przedśmiertne marzenie" na Disneyland. Gus zaintrygowany książką postanowił, że weźmie ją do Holandii. Agustus, Hazel Grace i jej matka jadą tam. Dzieciaki otrzymują pewne "bonusy rakowe", a sami wpadają w wir młodzieńczego uczucia. Jednak w każdej bajce zakończenie nie musi być z happy endem. Hazel wie, że Gus nie mógł wybrać marzenia bez reemisji raka. Gus wie, że Hazel jeszcze się nie dowiedziała, iż zaświecił się jak choinka.
To pierwsza powieść Johna Greena, z którą się stykam. Zazwyczaj trochę się boję stykania z nowymi dla mnie autorami. Jeszcze bardziej obawiam się powieści o miłości, takiej typowo dla nastolatków. Owszem, miłość między nastolatkami jest, ale jej podanie nie mdli tak bardzo, jak w większości powieści tego typu. Ukazanie również osób żyjących z rakiem, tym bardziej młodych osób wiedzących, że zdrowi rówieśnicy mogą ich się obawiać i nie darzyć ich uczuciem, jest trafną decyzją. Autor ukazuje, że ludzie chorzy na nowotwór, także mogą się pokochać miłością szczerą. W sumie każdy może kochać szczerze i jak widać, nawet nowotwór i śmierć tego nie potrafią zmienić.
Po tej lekturze tej książki nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Żałuję, że nie widziałam filmu, ale pewnie "Gwiazd naszych wina" dołączy do listy ekranizacji, które chcę obejrzeć. Ta lista jest bardzo krótka, ale no cóż, trudno znaleźć film, który odzwierciedla magię książki, a nie tylko ją odbija. Jest też mało książek, podczas lektury doprowadzają do płaczu. Ty mówisz sobie "nie płacz, nie płacz, nie płacz" a jednak sam z siebie płaczesz. I później nie okazuje się, że moment na płacz jest sztucznie naznaczony. Płacz nadchodzi sam, zgodnie z sumieniem czytelnika. Więc jeśli ktoś nie czytał książki a się zastanawia nad nią, to z góry mówię, że nie ma nic do stracenia, a nawet można zyskać. Jeśli się oglądało film, książka będzie dobrym dopełnieniem całości.

2 komentarze:

IkaGela pisze...

ciągnie mnie do tej książki i chyba ją kupię :)

Mól Książkowy pisze...

No cóż, tę pożyczyłam od koleżanki, ale jak znajdzie się czas i fundusze, to zakupię swoją :)

Prześlij komentarz