niedziela, 31 sierpnia 2014

Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Wakacje się kończą, pogoda wskazuje, że lato także pakuje bagaże. Ja zaś na koniec sierpnia mam "Portret Doriana Graya" Oscara Wilde.



autor: Oscar Wilde
tytuł: Portret Doriana Graya
tytuł oryginalny: The Picture of Dorian Gray
rok wydania: 1890

Młody Dorian Gray pozuje Bazylem Hallwardowi do portretu naturalnych rozmiarów. W dniu wykończenia dzieła Gray poznaje lorda Henry'ego Wottona, zwanego przez znajomych Harrym. To spotkanie zaczyna zmieniać światopogląd młodego chłopca. Kiedy portret zostaje skończony, Dorian stwierdza że nienawidzi go i życzy sobie, aby portret, nie on, się zestarzał. Młodzieniec poznaje Sybillę Vane, młodą aktorkę z podrzędnego teatru. Młodzi się zaręczają. Brat Sybilli, Jim, patrzy na to uczucie dość sceptycznie. Daje siostrze do zrozumienia, że jeśli Gray ją skrzywdzi, to on go zabije. Czas mija, Dorian się nie starzeje, ale portret i owszem. Po 18 latach odnajduje go James Vane, który z początku zostawia go w spokoju, bo Gray nie starzał się. Kiedy Gray postanawia zmienić się na lepsze, rola jego i obrazu zmienia się.
Jest to książka z serii poleconych przez polonistkę. Jak "Na zachodzie bez zmian" i "Śniadanie u Tiffany'ego" mi się podobało, to nad tą książką mało nie usnęłam. Owszem początek zaciekawia czytelnika, aż do rozstania się Doriana i Sybilli. Potem spadamy i spadamy, prawie zasypiamy. Śledzimy zmianę zachowania tytułowego bohatera, który się nie starzeje jak jego portret. Bohater stacza się na samo dno, posuwa się do najgorszego, a kiedy widzi po raz ostatni człowieka, który czyhał na życie Graya postanawia się zmienić i zniszczyć rzecz, która miała taki wpływ na niego. Obraz jest tu przedstawiony jako stan duszy Doriana. Kiedy jest dobry, obraz jest piękny, lecz z każdym jego czynem obraz niszczeje, z czasem starzeje się. Oczywiście mówimy tu o czynach negatywnych, bo nawet postanowienie poprawy nie pomaga. Dorian po pierwszym karygodnym czynie zauważa zmiany na obrazie i zaczyna go ukrywać. Raz na jakiś czas spogląda na niego, nawet ujawnia Bazylemu. Te "sesje", podczas których pan Gray patrzy na obraz mogą przypominać nawet trochę... rachunek sumienia. Z tą różnicą, że to nie powoduje u bohatera przemiany, są jedynie chwilowe i pobieżne refleksje. Bazyli jest ukazany jako ten, który chce dla Doriana dobrze, zaś Harry jako ten, któremu nie przeszkadzają wyskoki przyjaciela. Tak też jest z ludźmi w naszym życiu. Są ci, którzy chcą dla nas dobrze, są też ci, którzy nieświadomie nam szkodzą. Tylko Oscar Wilde aby ukazać jak postępowanie zmienia człowieka użył portretu. My w życiu codziennym niestety takich obrazów nie mamy i tylko modlitwa może pomóc nam ocenić naszą duszę i ją naprawić. To radził Dorianowi Bazyli. Modlitwa też może pomóc nam unikać wszystko co złe i zwodnicze (Harry). Jednak to po części my jesteśmy panami/paniami swego losu i decydujemy-ratujemy się, czy też nie ratujemy się bo taki stan rzeczy nam pasuje.
Książka ta posiada swoją adaptację filmową. Niestety wychodząc z książki mam mieszane uczucia i nie mam pewności, czy włączę film, jednak znając siebie będzie to takie jedno wielkie "porównaj, zobacz, a może ci się spodoba". Dzieło Wilde'a pozostawiam waszej ocenie, bo o gustach się nie dyskutuje i może ktoś pokocha tę pozycję. Ja niestety, nie jestem jej zbytnio zwolenniczką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz