niedziela, 17 sierpnia 2014

Ostatnia piosenka (film)

Kolejna ekranizacja, którą po przeczytaniu książki obiecałam sobie obejrzeć. I w końcu obejrzałam.


Gatunek: melodramat
Tytuł: Ostatnia piosenka
Tytuł oryginału: The Last Song
Reżyser: Julie Anne Robinson
W rolach głównych: Miley Cyrus jako Veronica "Roonie" Miller, Liam Hemsworth jako Will Blakelee i Greg Kinnear jako Steve Miller
Na podstawie książki Nicolasa Sparksa

Nastoletnia Roonie (Miley Cyrus) jedzie wraz z bratem Jonah (Bobby Coleman) na całe wakacje do swojego ojca (Greg Kinnear). Dziewczyna jest zła na swoją matkę (Kelly Preston), że nie może zostać w Nowym Jorku, tylko musi jechać z nieznośnym bratem "na koniec świata", gdzie nic kompletnie się nie dzieje.  Na Roonie spacerującą po plaży tuż po przyjeździe do ojca wpada siatkarz, Will (Liam Hemsworth). W wyniku ich spotkania koszulka dziewczyny niszczy się i musi kupić nową. Spotyka wtedy Blaze (Carly Chaikin), która namawia ją do kradzieży bluzki, ale notowana wcześniej Roonie woli ją kupić. Udaje się jej także zapłacić bratu za milczenie i nie wydanie jej bratu. Dziewczyna z Nowego Jorku widzi w Blaze pokrewną duszę, ta zaś przedstawia ją Marcusowi (Nick Lashaway). Roonie wpada mu w oko, czego Blaze nie omieszka zauważyć, za co postanawia się zemścić. W czasie, kiedy Veronica postanawia nie zanudzić się na śmierć, Jonah pomaga ojcu w zmontowaniu witraża do odnawianego kościoła. Steve postanawia także naprawić nadszarpnięte przez trzyletnią rozłąkę relacje z córką, która nigdy nie przeczytała żadnego jej listu. Pisze także dla niej piosenkę. Tymczasem relacje na linii Roonie-Will polepszają się dzięki żółwim jajom. Dziewczyna postanowiła je chronić przed szopem, zaś oceanarium wysłało tam wolontariusza, którym okazał się być Will. Chłopak zaprasza swoją wybrankę na wesele siostry, gdzie jako jedna z kelnerek pracuje Blaze. Wesele przebiegłoby bez większych przeszkód, gdyby nie wtargnięcie Marcusa i jego bójka z synem gospodarzy. Rodzice panny młodej nakazują synowi odwieźć Roonie do jej domu. Gdy przyjeżdżają Jonah informuje siostrę i jej partnera, że żółwie zaczynają się wykluwać. Steve postanawia pobiec po drugą latarkę, jednak słabnie. Wtedy wyjawia dzieciom prawdę o tym, że umiera. Roonie dotknięta tym, że ktoś kogo nienawidziła na początku lata niedługo umrze, postanawia zostać i pielęgnować ojca oraz pogodzić się z nim. Jonah postanawia dokończyć witraż, który zaczął ojciec. Targany emocjami nie wie z początku co robi i wyrzuca siostrze, że ona wolała Willa i żółwie od przebywania z ojcem. Młody Blakelee chcąc załagodzić uczucia i rozterki dziecka proponuje mu, aby pokazał, jak się robi taki witraż. Chłopiec zgadza się i z pomocą Willa kończą to, co zaczął Steve. Udaje im się go skończyć przed przyjazdem matki Jonah i Roonie, która chce ich zabrać do Nowego Jorku. Roonie decyduje się zostać jednak z ojcem aż do jego śmierci. Kończy nawet piosenkę, którą on zaczął.
Moje podejście do ekranizacji to jedna wielka niechęć, ponieważ moim zdaniem niszczą magię książki. Już w scenie spotkania Roonie i Willa widać niedociągnięcia i przeinaczenie napoju dziewczyny (w książce Roonie piła lemoniadę, w filmie milk shake) oraz w scenie z Marcusem, gdzie Marcus początkowo wysyła Roonie po picie, a gdy ta odmawia wyprawia swoją dziewczynę. W książce Blaze idzie po frytki dla siebie, co się kończy komentarzami chłopaka na temat jej wyglądu. Jest wiele takich niedociągnięć, braków. Nie zauważyłam pastora Harrisa, który powinien być w palącym się kościele (w filmie w kościele znaleziono Steve'a Millera i oskarżono go o podpalenie). Mimo niedociągnięć i braków (które występują w większości ekranizacji książek przecież) film jest porządny. Może gra aktorska nie powala, a dosyć długo trwający związek Miley i Liama po nakręceniu "Ostatniej piosenki" jest jednym z nielicznych pozytywów tej produkcji, film powinno się obejrzeć dla porównania z książką. Można i nie lubić Cyrus za obecny tok kariery, można uważać, że Hemsworth nigdy nie powinien z nią być, ale lepiej odsunąć osobiste uprzedzenia, zasiąść wygodnie i spędzić prawie 2 godziny oglądając ten film i trochę popłakać. U mnie łzy pojawiły się między 1h 06 minut a 1h 10 minut i później o dziwo nie płakałam. No może na napisać końcowych, kiedy zaczęła lecieć piosenka Cyrus "When I Look At You". Nie twierdzę, że to moje najgorsze dwie godziny w życiu, ale mogłam je zawsze lepiej spożytkować, np. czytając ciekawą książkę. Nie zachęcam, ani też nie mówię "nie oglądajcie". To wasza decyzja, czy chcecie ten film obejrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz