poniedziałek, 1 września 2014

Niespodzianka, czyli Mól myśli, że przygotował się na rok szkolny

Tak, pierwszy września jest kojarzony głównie ze szkołą. Pojawia się pełno postów "Back To School" gdzie chwali się swoimi łupami do szkoły, ubraniami i tym podobne. Ja zaś pochwalę się rzeczami, które... pomagają mi przetrwać te 10 miesięcy. Część zdjęć pochodzi z mojego instagrama (łatwo mnie znaleźć... chyba) A zatem, małe odliczanie czas zacząć!


10. Jedzenie
Miejsce 10 zajmuje jedzenie. Niestety, nie jestem wszystkożerna, ale mam swoje ukochane jedzenie, które poprawia mi humor. Naleśniki i orzechy w czekoladzie. To mi poprawia humor. W sumie ja uwielbiam czekoladę, i pomimo że "jestem na diecie"... jak każda kobieta w tym kraju i poza granicami. Niestety, nie zawsze mogę zajadać się czekoladą (często jej nie mam pod ręką) to jakieś tic taci, cukierki czy coś zawsze się przyplącze.

9. Książki do szkoły

Tak, chodzi mi o podręczniki . W tym roku jest świetnie. Tych dwóch na samej górze nie lubię, pozostałe uwielbiam! Od góry dwie części WOSu, Historia, dwie części polskiego i angielski na poziomie....A2 z odrobiną B1. Cieszę się, że ze ścisłych mam tylko matematykę, resztę mam przedmioty humanistyczne. Plan mam zaś piękny, ścisłe mam tylko matmę i przyrodę. W tygodniu mam cztery WOSy, cztery historie i sześć angielskich. Brakuje tu tylko książki do przyrody (o ile istnieje) i do niemieckiego (nie podana). Niestety, tylko matematyka jest używana, pozostałe książki trzeba było kupić nowe, ponieważ maturzyści zostawiają swoje książki do matury i sprzedają je po maturze (sama tak zrobiłam z książkami do WOSu, historii i polskiego po pierwszej klasie)

8.Zeszyty


Jestem fanką zeszytów, wszelakich zeszytów. Na zdjęciu są dwa kołozeszyty i dwa zeszyty Rainbow Herlitza. Kocham i te pierwsze i te drugie. Największy, 200 kartkowy A4 jest do matematyki (chyba tylko nade mną ciąży fatum kończenia zeszytu w połowie przykładu, definicji, czegokolwiek), więc aby nie męczyć się z czterema brulionami po 96 kartek (często i tak jest mniej, bo ja kartki wyrywam i na matematyce piszę wiersze, takie moje skrzywienie) wolę wziąć jeden, porządny zeszyt, który MOŻE MI DO KOŃCA 2 KLASY (jestem w 2 klasie liceum) wystarczy. Ten obok ma 150 kartek, jest rozmiaru B5 i ma 5 przegródek i będzie mi służył na przyrodę, którą mam tylko w tym roku. Przyroda liczy 4 przedmioty, a 5 przegródka być może pójdzie na warsztaty prawnicze, które także mam przez rok. Wspomniałam o zeszytach Rainbow. Są to te zeszyty, które się dekoruje według własnego uznania. Dwa mam do języków, trzeci w zapasie. Jak zeszyt od niemieckiego pokryją gęste rysunki, to ten do angielskiego pewnie pozostanie nieskazitelnie czysty.... Oprócz nich mam 3 bruliony, do WOSu, polskiego i historii.

7. Długopisy

Wręcz maniakalnie kupuję długopisy. Niezależnie czy potrzebuję, czy nie.  Moje piękne notatki na historii dzięki nim są tak kolorowe. Mam pełno długopisów w różnych kolorach. Taka tęcza wprowadza mnie w radosny nastrój. No i jak piszę fanfiction w zeszycie i robię jakiś rysunek (raz się zdarzyło) to ładnie to wygląda nawet. Czyli-kolorowe długopisy uszczęśliwiają kobiety (przynajmniej mnie)

6. Pióro kulkowe i naboje z tuszami

W tej uroczej komódce nie trzymam biżuterii. Trzymam tusze do pióra kulkowego. Czarnym piszę w szkole, niebieski mam na biurku bądź w torebce. Tak, mam dwa pióra kulkowe, takie najtańsze, nie niszczą mi się tak jak te za 20 zł. U góry mam niebieskie tusze, na dole czarne tusze. To mi pomaga je posegregować, wygląda to lepiej niż rozerwane plastikowe opakowanie i walające się po szufladzie wkłady. No i łatwiej mi stwierdzić, ile naboi danego koloru mi zostało. Komódka zakupiona w Empiku.


5. Zakładka do książki


Tego nie muszę chyba tłumaczyć, wiadomo po co mi jest. Ale ta jest niestandardowa, w sklepie jej nie kupisz. Wykonaniem zakładki zajęła się Koko z Kokori Art, o której dzisiaj już wspomniałam. Koko zajmuje się chyba prawie wszystkim, co jest związane z pracami artystycznymi. Jedyne co nie jest jej w tej zakładce, to hasło, które ja wymyśliłam. "Książki to gorszy nałóg niż alkohol, narkotyki i papierosy... i niebezpiecznie rozwija wyobraźnię". Tak, ja zażyczyłam sobie takie hasło, ale sądzę, że Koko zrobi zakładkę z każdym hasłem. Odsyłam na jej stronę, jeśli ta strona zakładki wam się podoba.

4. Seria książek o Ani Shirley


Na tę chwilę niekompletna niestety, brakuje mi "Świąt z Anią", "Ania z Wyspy Księcia Edwarda" i "Drogi do Zielonego Wzgórza". Te na zdjęciu przeczytałam po... 11 do 19 razy. Ja po prostu kocham tę serię najbardziej ze wszystkich, Ania jest moją literacką ulubienicą, nie widzę w niej wad. A Gilbert? Gilbert jest najprzystojniejszym bohaterem literackim, o jakim czytałam. Serio. Nie zdradzę wam, jak się potoczyły losy Ani, Gilberta, Diany, Maryli czy Małgorzaty Linde po "Ani z Zielonego Wzgórza". Ta seria po prostu wciąga. Pamiętam, jak po zakończeniu omawiania Ani w podstawówce moja koleżanka poszła do biblioteki i wypożyczyła kolejną część. I nie tylko ona. Ale o tej serii w najbliższej przyszłości WRĘCZ BĘDĘ MUSIAŁA powiedzieć cztery razy więcej.


3. Zapachowe świeczki


Jak widać, dwie już poszły. A owoce leśne późną jesienią przypomną o lecie i będzie można zapomnieć, że za oknem leje jak z cebra. Swoją drogą biedronkowe podgrzewacze przypominają mi o dzieciństwie, kiedy to ośmioletnia ja nie zważając na to że ciemno i wcześnie rano biegłam do kościoła na roraty z lampionem i podgrzewaczem. W sumie biegałam tak do końca szkoły podstawowej, potem musiałam "odbębnić" 3 roraty w ramach przygotowań do bierzmowania. Niestety chodziłam w soboty, bo w tygodniu zaczynałam cały czas na 8 (tak jak teraz) i nie zdążyłabym z kościoła do szkoły. Eh, dzieciństwo.


2. Kalendarz



Owszem, Oxfordu. Mam tendencję do wiecznego zapominania różnych rzeczy, osób (osoby z klasy pamiętam tylko po głosie, często mylę imiona). Muszę to wszystko zapisywać. Od banalnego "odbierz brata z przedszkola" i "kup bilet" czy "oddaj książkę" po "poprawa sprawdzianu-zakres materiału". Tak, ja mam aż tak krótką pamięć. Bez kalendarza trudno mi przeżyć. Mogę tu zapisać nawet tematy na olimpiadę, nr telefonów itp. Oczywiście są różne firmy, ja jednak w zeszłym roku miałam Oxford, który się sprawdził w 100%.


1. Telefon


Czyli urządzenie, które używam częściej niż laptop. Komunikuję się za pomocą niego. Szczęśliwie na zdjęciu nie widać, ile zniósł. Dzięki niemu mogę sprawdzić zastępstwa, aktualności na stronie szkoły, a w miejskim autobusie jak łapie wi-fi pisać przez facebook lub twitter ze znajomymi. Często też sprawdzam pocztę, odpisuję, czytam teksty na fanfiction, patrzę co ciekawego w blogosferze oraz słucham muzyki. Niestety, robi słabe zdjęcia, więc głównie to mój czytnik, budzik i kalkulator w jednym. Na lekcji mało przydatny, ale jak mam liczyć logarytmy w domu to jest bardzo przydatny. Niestety.


Tak, to 10 rzeczy, które w miarę pomagają mi przetrwać rok szkolny. A jakie są wasze rzeczy pomagające w przetrwaniu tego okresu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz