środa, 24 września 2014

William Golding, Władca much

Pozycja, która dłuższy czas "wisi" na liście "do przeczytania". Musiała odczekać swoje, ponieważ w moim odczuciu jest to pozycja do nieco głębszych przemyśleń.



autor:William Goulding
tytuł:Władca much
tytuł oryginalny: Lord of the Flies
rok wydania:1954


Wyobraź sobie, że trafiasz na wyspę, jesteś rozbitkiem. Co zrobisz, jako pierwsze? Poszukasz innych czy też od razu wywiesisz białą flagę? Ralph właśnie stanął w takiej sytuacji. Jest przecież tylko dzieckiem, nie wie, czy ktokolwiek z dorosłych przeżył. Nie wie także, czy jacykolwiek dorośli wiedzą o tym, że rozbił się samolot. Przecież w tle trwa konflikt nuklearny. Nie jest sam. Oprócz niego na brzegu znalazł się Prosiaczek. Razem odnajdują dziwną muszlę, konchę. Ralph dmie. Nie tylko on i Prosiaczek przeżyli. Pojawiają się także i inni chłopcy, w tym chórzyści pod wodzą Jacka Merredew. Od razu widać, że Jack chce rządzić, lecz pieczę nad rozbitkami wolą większości obejmuje Ralf. Dla Ralfa priorytetem jest podtrzymanie ognia-sygnału dla statku. Z czasem dla Jacka i innych priorytetem staje się pożywienie i zabawa. Następuje rozłam w grupie. Ponadto nad chłopcami wisi zagrożenie w postaci tajemniczego stwora. Chęć zabicia "zwierza" z czasem w sercach niektórych przerośnie chęć uratowania się.
"Władca much" to kolejna książka z cyklu tych poleconych przez polonistkę. Z początku nie wiedziałam, o co chodzi. Czułam się zgubiona w treści. Lecz czym bardziej wdrążyłam się w treść, tym bardziej rozumiałam, dlaczego ci chłopcy przestają zachowywać się jak cywilizowani ludzie. Ludzie, którzy niby tworzyli społeczność, przestali zachowywać się po ludzku. Stawali się dzicy.
Tytuł wywodzi się z hebrajskiego i oznacza Belzebuba. Belzebuba przedstawiano zaś w powieści jako łeb świni wbity na kij. Każdy z chłopców-Jack, Ralph, Prosiaczek i Roger przedstawia inną postawę. Jack staje się dyktatorem, Ralph chce uratować grupę, Prosiaczek podsuwa pomysły na ratunek, ale nikt go nie słucha a Roger staje się katem. Koncha zaś, do momentu rozbicia się chłopców na dwa obozy stanowiła pewien element praworządności. Pozostali chłopcy, raz słuchają się Ralpha, potem przechodzą pod wodzę Jacka, ale boją się Rogera...
Czy poleciłabym tę książkę? Sama nie wiem. Po przeczytaniu jej, długo zajęło mi pojęcie, co chciał mi autor przekazać. Trochę obawiam się, że jak na "Potop" okazałam się zbyt stara, to do tej książki chyba jestem zbyt młoda. Jednak nie poddaję się, za jakiś czas znów po nią sięgnę, zobaczymy, czy tym razem dorosłam, aby zauważyć pewne prawidłowości między bohaterami, zdarzeniami. Ale może jednak niektórzy okażą się dojrzali dla tej książki i odpowiedzą sobie szczerze na pytanie-"Dlaczego tak się dzieje". Dla mnie te pytanie jest jeszcze bez odpowiedzi, lecz czuję, że niedługo do niej dobrnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz