sobota, 15 listopada 2014

Maria Buyno-Arctowa, Słoneczko

Niech was nie zmyli nazwisko, bo tym razem będzie to dzieło Polki. Tę książkę zaś przeczytałam w szkole podstawowej, jednak niedawno postanowiłam do niej powrócić.


autor:Maria Buyno-Arctowa
tytuł:Słoneczko
rok wydania:1920


Marysia ma 11 lat. Niedawno zmarła jej matka. Dziewczynka ma trafić do domu jej przyjaciółki, która ma trójkę dzieci i bardzo wiele problemów na głowie. Ludzie, kiedy widzą Marysię po raz pierwszy, patrząc na nią, mają jedno skojarzenie-słoneczko. Nowa opiekunka dziecka pokochała ją jak własne troje dzieci. One zaś, nie wiedząc dlaczego, nie polubili nowej lokatorki. Dla nich ważniejsze były ich sprawy. Zaś dla Marysieńki najważniejsze było, aby ludzie wokół byli szczęśliwi.
Wzruszająca historia o tym, że nie trzeba być bogatym, aby móc nieść radość. Uczy młodych jak być dobrym. Zresztą, nie tylko dzieci z podstawówki mogą ją przeczytać i się wzruszyć. Do tej pozycji wraca się głównie z sentymentu. Oczywiście, jest mocno przerysowana, lecz trafia w serce odbiorcy. Gdyby nie przerysowanie całego tła, efekt nie zostałby uzyskany. Jaki efekt? Efekt tego, że dobrocią można zdziałać wszystko. Nie trzeba być bogatym. Pogoda ducha i wewnętrzne dobro zawsze pomogą rozwiązać każdy problem. Tylko trzeba uwierzyć, że z każdej sytuacji jest wyjście. Bez tego ani rusz.
Komu mogłabym polecić tę książkę? Chyba każdemu, lecz nie mogę zmusić każdego, aby zrozumiał sens i przekaz tej książki. Albo nie mogę mieć pewności, czy prawidłowo odczyta przekaz tej książki. Ja go odczytałam dopiero za kolejnym razem.

2 komentarze:

Mała Pisareczka pisze...

No proszę... a ja nie znałam tego tytułu.
Warto to nadrobić :)

Mól Książkowy pisze...

A ja ten tytuł dostałam w niespodziewanym prezencie, ba nawet zdziwiłam się, że autorka jest Polką.

Prześlij komentarz