niedziela, 28 grudnia 2014

Budge Wilson, Droga do Zielonego Wzgórza

Wspominałam kilka razy o mojej miłości do Ani Shirley. Jednym z moich marzeń było przeczytanie "Drogi do Zielonego Wzgórza". Moja koleżanka, Klaudia (pozdrawiam, jeśli to czytasz), pożyczyła mi tę książkę. Trochę właśnie dzięki niej czytacie teraz tę recenzje.


autor: Budge Wilson
tytuł: Droga do Zielonego Wzgórza
tytuł oryginalny: Before Green Gables
rok wydania: 2009

Zastanawiałeś się kiedyś, kim była Ania z Zielonego Wzgórza, nim stała się Anią z Zielonego Wzgórza? Jakie były jej losy? No cóż, opowiedziała o sobie przecież w pierwszych dniach pobytu u Cuthbertów, nawet była wiele lat po narodzinach w Bolingbroke z Izą Gordon i widziała miejsce swoich narodzin. A jednak w jej historii jest coś fascynującego. I Budge Wilson postanowiła stworzyć losy Ani Shirley, nim trafiła do Maryli i Mateusza.
Bertę i Waltera Shirley znamy tylko ze słów Ani. Dziewczynka sama nie znała swoich rodziców-zmarli, gdy miał 3 miesiące. Jednakże możemy poznać ich losy, nawet dowiedzieć się, jak im się żyło, nim narodziła się Ania. Po ich śmierci w życiu niemowlęcia pojawiają się Thomasowie. W tym domu pełnym pustych butelek po rumie jest jednak ktoś, kto Anię wychowuje. Jest to Eliza. Jednakże przyszły mąż dziewczyny nie chce przygarnąć dziecka. Po jej odejściu świat dziewczynki załamuje się. Nie ma kto jej okazywać uczuć, ona sama zaś musi pomóc opiekować się dziećmi Thomasów, nawet po przeprowadzce do Marysville. Tam zaś zaczyna chodzić do szkoły, gdzie nauczycielka zauważa iż jest zdolna. Sielanka nie trwa długo i Anię biorą do siebie Hammondowie. Dziewczynka pomaga przy trzech parach bliźniąt. Do ostatniej pary się przywiązuje, podobnie jak do Noego, synka Thomasów. Jednakże tragedia w domu Hammondów powoduje, że dziewczynka trafia do Hopetown. Pojawia się też światełko w tunelu-pani Spencer. Dla dziewczynki podróż z nią na Wyspę Księcia Edwarda jest rozpoczęciem nowego rozdziału. Resztę historii Ani Shirley napisała Lucy Maud Montgomery ponad 100 lat wcześniej.
Napisanie prequelu dla cyklu, który od ponad wieku podbija serca młodych dziewcząt musiało być trudnym zadaniem. Przecież Ania sama powiedziała Mateuszowi, czy też Maryli, że jej rodzice zmarli 3 miesiące po jej narodzinach. Tu trzeba było dopisać historię rodziców. Dziewczynka też sama powiedziała, kiedy się urodziła i gdzie. To była jedna z kluczowych informacji, która musiała zostać dokładnie wpleciona w historię Ani. Nie zapomnijmy o bliźniętach! Panna Shirley opowiadając o sobie powiedziała, iż przy trzeciej parze bliźniąt Hammondów orzekła, że to już za dużo. Dla Budge Wilson określenie "trzy pary bliźniąt" było polem do popisu. L.M. Montgomery nie określiła przecież płci i imion dzieci! A Ania była przez pewien okres czasu u Hammondów. Jej losy w sierocińcu też nie były nikomu znane. Przecież z kimś tam musiała przebywać, ktoś ją musiał umieścić w Hopetown.
Mimo osobistych zachwytów nad książką można zauważyć, że tok rozumowania czteroletniego dziecka (nawet bystrego) nie pomogłoby mu we wnioskowaniu na temat zmian w otoczeniu, uczuć. Niemożliwym jest także to, że panna Shirley "zdiagnozowała" depresję u pani Hammond po trzeciej parze bliźniąt (lub jak kto woli "baby-blues") Nawet "napuszone" słownictwo Ani-11-latka nie mówi, kto ją tego nauczył, ale widok sześciolatki operującej skomplikowanym słownictwem.... Dobrze, że pojawił się "Jajcarz" czy jak to mówiła Ania "Pan Słownik", inaczej mówiąca skomplikowane rzeczy Ania wychowująca się u Thomasów (z Ani z Zielonego Wzgórza wiemy, jaki był pan Thomas) byłaby nienaturalnym zjawiskiem.
Krótko mówiąc-cieszę się, że przeczytałam tę część życia Ani, popłakałam się jak po każdej, jestem pod wrażeniem odtworzenia historii z krótkich wspominek, ale mogło być zdecydowanie lepiej. Mimo to, należą się brawa za podjęcie trudu tworzenia początku czegoś, co istnieje od 100 lat. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz