czwartek, 15 stycznia 2015

Arthur Conan Doyle, Znak czterech

Na tym blogu pojawiła się już kiedyś jedna recenzja książki tego autora. Czas na drugą. Obie tyczą jednej i tej samej osoby. Mianowicie Arthura Conan Doyle'a. Tym razem jest to kolejny punkt wyzwania noworocznego. Dopiero zdaję relację z drugiego punktu, a jestem w trakcie realizacji czwartego z kolei. To tak w skrócie. Artur Conan Doyle, Znak czterech.

autor: Arthur Conan Doyle
tytuł: Znak czterech
tytuł oryginalny: The Sign of Four
rok wydania: 1890

Sherlock przebywa w swoim mieszkaniu na Baker Street 211b. Nie trafiła mu się żadna interesująca sprawa i przez cały czas zastoju narkotyzuje się. Nie podoba się to jego przyjacielowi, Doktorowi Watsonowi. Jednakże udaje się wyrwać choć na chwilę Holmesa z nie robienia niczego. Przybywa panna Morstan. Od kilku lat dostaje co roku dostaje jedną perłę. W tym roku był dołączony list. Sherlock i Watson ruszają z Mary jako jej przyjaciele. Okazuje się, że tajemniczy ofiarodawca to Thaddeus Sholto, syn przyjaciela ojca panny Morstan. Cała czwórka po krótkich wyjaśnieniach rusza do domu, gdzie mieszka drugi z synów. Niestety, został on zamordowany, a cel ich wizyty-skradziony. Ojciec Mary i ojciec braci Sholto przywieźli skarb z Indii. Pół powinna otrzymać Mary. Jednakże skarb i zabójcę trzeba odnaleźć. Sherlock jest w swoim żywiole.
Po przeczytaniu Studium w szkarłacie jestem zaskoczona. Głównie tym, że Sherlock otwarcie przyznał się do zażycia narkotyku. Nieco mniej tym, że Doktor Watson zaczął układać sobie życie. Jestem jednakże też szczęśliwa, że Holmes trafił na ciekawą i interesującą sprawę. Przy czytaniu tej książki z początku nie wiedziałam, dlaczego "Znak czterech". Dopiero opowieść zamieszczona pod koniec umożliwiła zrozumienie. Tempo akcji nie wlokło się aż tak bardzo jak w Studium w szkarłacie, jednakże dla mnie było momentami nienaturalnie za szybkie. Mimo to, nie żałuję. Cieszę się z tego, że ta pozycja wpasowała się w wyzwanie, które sobie rzuciłam. Przeczytanie kolejnych książek o detektywie z Baker Street 211b wydaje się dzięki temu coraz bardziej sensowne. Kto wie, może postać Sherlocka podkusi mnie do obejrzenia jednego bądź dwóch odcinków serialu Sherlock, który jest tylko inspirowany postacią wykreowaną przez Arthura Conan Doyle'a. Jednakże znajomi (dokładniej znajome) są zafascynowane Sherlockiem z serialu, że prowokuje mnie do obejrzenia i porównania tego starego i tego nowego Holmesa. Trzymajcie kciuki za powodzenie misji.

6 komentarzy:

Mała Pisareczka pisze...

Bardzo cenię sobie twórczość Doyle'a!
Przeczytałam wszystkie jego książki!

Obiektywny Subiekt pisze...

Do this. Read Sherlock. Watch Sherlock. Join us. We are legion.

Mól Książkowy pisze...

O! To może coś polecisz kolejnego ;)

Mól Książkowy pisze...

Ta sugestia.... Ojej... :D

Mała Pisareczka pisze...

Moją ulubioną powieścią sir Doyle'a jest "Pies Baskervillów" :D

Mól Książkowy pisze...

Zabrzmię niczym dżin-niech twe życzenie będzie dla mnie rozkazem :D

Prześlij komentarz