środa, 11 marca 2015

Eliza Orzeszkowa, Marta

Zastanawiałam się, jak napisać tę recenzję bez moich osobistych odczuć i uprzedzeń. Dlaczego? Przekonajcie się. Oto Marta autorstwa Elizy Orzeszkowej. Przeczytałam, ponieważ poleciła mi ją polonistka.



autor: Eliza Orzeszkowa
tytuł: Marta
rok wydania: 1873

   Na Martę spadło wielkie nieszczęście. Została młodą wdową z małą córeczką, Jancią. Choroba męża pochłonęła wszelkie oszczędności. Po sprzedaży wszelkiego mienia zostaje jej niewielka kwota. Razem z dzieckiem przeprowadza się na poddasze i postanawia zarobić na byt dla siebie i maleńkiej. Problemy zaczynają się już na samym początku. Marta to kobieta. Kobieta ma być w domu a zarabiać ma mężczyzna. Młoda wdowa nie poddaje się tej opinii i postanawia zostać nauczycielką. Niestety, umiejętności nabyte przed ślubem nie wystarczają, aby dostać dobrą posadę. Marta przyjmuje każdą posadę, aby tylko móc utrzymać córkę. Stara się nie przyjmować jałmużny. Jest zbyt dumna. Jednakże choroba jedynego dziecka stawia ją pod ścianą, a finał decyzji zdesperowanej matki jest bardzo tragiczny.
   Trudno pisać mi o tej książki nie patrząc przez swoje "uprzedzenia". Data wydania książki, 1873 rok nawiązuje do moich wcześniejszych słów, iż kobieta ma być w domu a zarabiać ma mężczyzna. Ta pozycja głównie mówi o dyskryminacji. Marta nie mogła znaleźć pracy jako nauczycielka w nauczaniu początkowym, ponieważ nie była mężczyzną. Ponadto, jeśli udałoby się zdobyć pracę nauczycielki francuskiego, nie mogłaby dyktować warunków, ponieważ jest tylko Polką. Także u jubilera, pomimo braku warsztatu w rysunku, gdy wyrysowała wzór bransoletki usłyszała tylko, iż praktyczniej zatrudnić mężczyznę. Nawet umiejętności szycia nie pozwoliły Marcie znaleźć godnego zatrudnienia. Jednakże, dlaczego trudno mi pisać o tej książce nie patrząc na moje "uprzedzenia". Z prostej przyczyny. Często zdarza mi się słyszeć od szkolnych kolegów, iż kobieta ma siedzieć w domu. Ewentualnie słyszę "Anka, ty jesteś kobietą więc nie odzywaj się". Zresztą etykietka "feministki" (którą nie jestem tak na marginesie pisząc) przylgnęła do mnie, gdy podczas pewnego wystąpienia  powiedziałam, iż dobrą rzeczą była "swoboda" dana kobiecie. Jednakże w czasach Orzeszkowej walka o prawa kobiet nie była przypadkiem. Kobieta miała ładnie wyglądać. Nie mogła podejmować pracy przeznaczonej dla mężczyzny (np. być nauczycielką w nauczaniu początkowym).
   Orzeszkowa swoją powieścią chciała podkreślić, że w jej czasach mężczyzna miał lepiej. Kobieta nie mogła wybierać, musiała starać się być jak najbardziej atrakcyjną partią dla mężczyzny. Jego ozdobą. Prawie półtora wieku później, patrząc ze swojego miejsca mogę rzec kilka rzeczy. Od czasów Marty kobiety mogą podejmować pracę w większej ilości zawodów. Nie są postrzegane tylko jako kury domowe. Może i patrząc przez pryzmat Marty nie powinnam narzekać, kiedy jakiś mężczyzna powie mi, iż nadaję się tylko do kuchni, no ale mimo wszystko coś w głębi mnie krzyczy "nawet mężczyzno nie próbuj mnie ograniczać tylko do roli matki, bo ja jako kobieta mam taką samą szansę na sukces zawodowy jak ty!"

Lekko ponad tydzień i będzie wiosna. I może moje problemy techniczne przeminą niczym ta wstrętna zima i marcowa pogoda. Trzymajcie się ciepło, wiosna niedługo zapuka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz