piątek, 24 kwietnia 2015

Arthur Conan Doyle, Pies Baskerville'ów

Czas na jakiś mały powrót Sherlocka Holmesa na strony tego bloga. Zresztą jak widać na bocznym pasku, szykuje się dość duży zrzut tekstów o dziełach Agathy Christie. Tym razem będzie o psie, ale nie takim miłym Azorku, tylko o psie, który był zmorą pewnego rodu.

autor: Arthur Conan Doyle
tytuł: Pies Baskerville'ów
tytuł oryginalny: The Hound of the Baskervilles
rok wydania: 1902

   Na Baker Street pojawia się kolejny klient. Doktor Mortimer przyjeżdża z Devonu, aby prosić Sherlocka Holmesa o pomoc. A mianowicie chodzi o psa Baskerville'ów, mityczne zwierze związane z klątwą rodu i jego możliwy związek ze śmiercią jednego z ostatnich z rodu. Ostatni z rodu, sir Henryk Baskerville właśnie przybył do kraju przejąć majątek, lecz doktor Mortimer martwi się o jego życie? Czy słusznie? W tym celu Holmes wysyła do Devonu Watsona, aby rozeznał się w sprawie legendy i terenu dokładniej. Sam w tym czasie ma kilka spraw do załatwienia. Niestety, przypuszczenia doktora Mortimera potwierdzają się. Ktoś albo coś czyha na życie Baskerville'a i niewykluczone, że to może być legendarna bestia.
   Pierwsza myśl to "aha, dlaczego Watson ma rozwiązać tę sprawę", Niezauważony przez czytelnika Holmes i tak mimo wszystko pociąga za sznurki. No cóż, śmierć przedostatniego z rodu dało się wytłumaczyć w miarę racjonalnie pomijając "klątwy" i "legendy". Oczywiście legenda i klątwa dają o sobie znać. Jako osoba, która patrzy racjonalnie na świat i tak przez chwilę dałam się złapać w tę pułapkę. Dzięki Holmesowi rozwiałam ostatecznie wszelkie wątpliwości. Jednak jedno mnie zastanowiło - jak daleko można się posunąć, aby osiągnąć swój cel?
   W Psie Baskerville'ów spodobało mi się to, iż doktor Watson pojechał na miejsce zbadać sprawę. Jego tok myślenia poznajemy dzięki jego zapiskom. Choć on i Sherlock to dwie inne osoby oraz dwa inne typy myślenia, poradził sobie. Oczywiście, za kulisami był niezastąpiony Sherlock. To on rozjaśnij to, co dla Watsona było zbyt abstrakcyjne.
   Podsumowując -  ta pozycja była dla mnie bardzo ciekawa. Problemem jest to, że sposób, jaki obrał sobie zbrodniarz dla dojścia do celu jest dla mnie brutalny i chyba przez to nie wrócę do tej książki, chociaż, nie powiem. podobała mi się. Wiem jednak, że przede mną jest jeszcze sporo książek o Sherlocku. No i serial.

Tyle ode mnie. Mamy kwiecień. Mamy słońce. Możemy iść na dwór czytać. Tyle wygrać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz