wtorek, 12 maja 2015

Aleksandra Marinina, Zabójca mimo woli

Już bardzo dawno nic nie wspominałam o pewnej pani major z moskiewskiej Pietrówki. Trzeba to zmienić. Dziś trochę o czwartym tomie cyklu Kamieńska Aleksandry Marininy, czyli Zabójcy mimo woli.


autor: Aleksandra Marinina
tytuł: Zabójca mimo woli
tytuł oryginalny: Убийца поневоле
rok wydania: 1995


   Moskiewskie metro i kartka z notatką łączy losy obojętnych sobie ludzi. Milicjant. Młoda sprzedawczyni w sklepie. Handlarz odzieżą z Turcji. Gangster. I ktoś jeszcze. Zwykła kartka. A jednak dzięki niej w życiu Anastazji Kamieńskiej pojawia się jej przyrodni brat. Opowiada on siostrze historię swojej ukochanej. Nastia poznaje Darię. Dziewczynę faktycznie ktoś śledzi. Aby było zabawniej, milicjant któremu Dasza dała kartkę nie żyje. Major Kamieńska odnawia swoje kontakty z pewnym "ojcem chrzestnym". Wtedy dochodzi do absurdalnej sytuacji. Każdy śledzi każdego. W dodatku w tym układzie jedna z figur planuje zemstę za śmierć bliskiej osoby. I to nie dlatego, że chce. Musi. Inaczej jego żona weźmie sprawy w swoje ręce. A na to nie może sobie pozwolić. Kto śledzi Daszę? Dlaczego milicjant nie żyje? Kogo Nastia dostała jako pomoc? Kto wykonuje "swoją" zemstę? Co na to Loszka i dlaczego bandyta może być wykształcony w jednym i to nietypowym aspekcie?
   No dobrze, ostatnie pytanie Wam odpuszczam. Głównie należy się skupić na wątku Nastii, Daszy i trzech ekip śledzących. Jedna ekipa to ekipa Bokra pod komendą Aśki Kamieńskiej która przybyła z Miasta, gdzie pani major leczyła swój kręgosłup i zaciągnęła dług wdzięczności (patrz Gra na cudzym boisku). Druga ekipa, jednoosobowa to generał, którego żona fanatycznie wręcz nakazuje mu sprzątnięcie chuliganów, którzy zabili ich synka. W trzeciej ekipie znajduje się rzeczony chuligan, który nie odpowiadał za swój czyn, bo był za młody. To jego śledzi i generał i ludzie z Miasta. Oprócz tego Anastazja łączy w jakiś sposób jednego ze śledzących Daszę z generałem oraz trzema innymi historiami. To dowodzi tylko, jak bardzo logicznie myśli pani major. Chociaż historia nie kończy się za wesoło, można stwierdzić, że..... No właśnie, co można stwierdzić? Że sprawiedliwości stało się zadość?
   Uderzyło mnie to, że są osoby, które choć chcą, mają z góry narzucony los. Trochę jak Edyp. Przepowiedziano, że zabije ojca i poślubi matkę. Chociaż generał nie był skazany na aż taki los, "piekło" zgotowane przez małżonkę musiało być nie do przejścia. Ciągłe mówienie o synku. Po drugiej stronie jest przyrodni brat Anastazji, który choć ma rodzinę, kocha Daszę, młodą ekspedientkę. No i sama Nastia i to, jak długo "chodzi" z Loszką. Najwidoczniej dla niego to musi być hobby, szkoda tylko, że Kamieńska, stara panna, nie ma w planach zamążpójścia.
   Czwarty tom cyklu Kamieńska można jednoznacznie określić jako jedną wielką gonitwę po Moskwie bez happy endu. Gdyby genialna Anastazja nie byłaby leniwa oraz nie ugięła się pod prośbą brata, historia byłaby nudna. A tak mamy generała, którego prześladuje żona i wspomnienie śmierci syna, zlęknioną Daszę, handlarzy odzieżą z Turcji, leniwą panią major z chorym kręgosłupem oraz bandziora-intelektualistę, a to wszystko na tle Moskwy w latach 90. Czego chcieć więcej? Mniej zagmatwanych wątków? Wtedy wszystko straciłoby sens. W całym Zabójcy mimo woli zapadł mi jeden cytat, który przytoczę na sam koniec.

Przecież wszyscy się tam znajdziemy. A jak umierać, kiedy wiesz, że nawet pies z kulawą nogą nie wspomni cię ani nie pożałuje?

Kochani maturzyści! To dopiero połowa maja, pewnie jeszcze przed wami spora walka, ale już macie liceum za sobą i dorosłe życie przed sobą. A dopóki słońce ładnie świeci i jest ciepło - miejcie nadzieję. Zawsze trzeba ją mieć. Szczególnie w maju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz