poniedziałek, 4 maja 2015

Refleksyjny Mól na dziś. Dlaczego tak bardzo trudno jest być mną?


Kiedyś nasz historyk rzekł iż wybór rozszerzeń jest trudny "bo jak człowiek ma 17 lat to chce być strażakiem". Trochę miał w tym racji. Ja wybrałam sobie historię i wiedzę o społeczeństwie. O ile pierwszy był pewniakiem, że go potrzebuję, to wiedza o społeczeństwie była decyzją spontaniczną. Dlaczego o tym wspomniałam? Może dlatego, że rok temu, kiedy stanęła przede mną zmora wyboru rozszerzeń, wróciłam do tego bloga. Powoli, powoli, powoli i w lipcu i w sierpniu cały ten bal się rozkręcił. W tym czasie poszukiwałam używanych podręczników do II klasy liceum. I tak musiałam mieć nowe, bo wybrałam takie rozszerzenia, a przyszli maturzyści nie rozstają się ze swoimi skarbami. Kiedy blog rozkręcił się, ja wkręcałam się w rozszerzenia, moje posypane życie posypało się bardziej dzięki olimpiadom. Mija dokładnie rok, a ja miałam przed sobą napisanie postu z okazji początku miesiąca. Długo się zastanawiałam, o czym pisać. Przeliczyłam kilka zadań z matematyki, rozplanowałam sobie pracę z wosu, wyczyściłam uroczą tablicę wiszącą za mną i spojrzałam w drzwi od biblioteczki. I wtedy zadałam sobie dość ważne pytanie. 


Dlaczego tak bardzo trudno jest być mną?



Nie czytałaś Harry'ego Pottera? Gdzie ty byłaś całe swoje dzieciństwo? 

Takie pytanie kiedyś mnie powitało, kiedy otwarcie z uśmiechem na ustach rodem z reklamy pasty do zębów oznajmiłam, iż nie czytałam Harry'ego Pottera. Obstawiam że wtedy mogłam być w szkole, kułam różne dziwne rzeczy na pamięć. A, nie przepraszam. Moje dzieciństwo to cykl książek o Ani z Zielonego Wzgórza. Zresztą, jak patrzę wstecz, nie wpisywałam się w gusta rówieśników. Oni rap, ja pop. Oni brak czytelnictwa, ja książkę za książką. Wtedy miałam pod górkę ze sobą samą. Próbowałam pokonać własne ograniczenia związane z przyswojeniem sobie wiadomości z zakresu przedmiotów przyrodniczych oraz ze zrozumieniem, dokąd ja chcę dojść. Jestem w II klasie liceum. Nie wiem, kim chcę zostać, jednak rozsądnym wyborem, jaki powinnam dokonać to prawo. Powinnam, ale nie muszę. Tak samo było z blogiem. Otworzyłam go, więc powinnam go udźwignąć. Powinnam, ale nie musiałam. Teraz chcę.

Ania, dlaczego ty jesteś taka wredna? Ja ci tu prawię komplement, a ty mnie obrażasz.

Niby powinno się odpowiedzieć kulturalnie "dziękuję". Powinno się, ale nie muszę. Szczególnie wtedy, kiedy beznadziejny komplement jest wstępem do tego pytania, które każda dziewczyna na lekcji wosu pragnie usłyszeć. Czy masz matmę? No cóż, wos i matematykę mam w te same dni, więc pewnie nie mam ze sobą matematyki. Bo po co mi zeszyt i książki do matematyki, skoro mam mieć lekcje matematyki? Ale marnej jakości komplementy to nie jedyny powód, dla których najbardziej niemiła jestem na wosie. Ten kawałek wpisu powinnam na początku zadedykować mojemu powodowi, ale zrobię to teraz. Zatem dedykuję teraz tę część notki koledze, który nie wiem dlaczego lubi klepać mnie po barkach bądź drapać po plecach. Rozumiem, że mam metr sześćdziesiąt, według dowodu metr sześćdziesiąt dwa. Rozumiem, że moje włosy nadają się tylko do związania lub do ścięcia na zero, bo nie lubią współpracować. Ale to nie daje przyzwolenia nikomu na klepanie mnie po ramionach, drapanie mnie po plecach czy głaskanie po głowie. Rozumiem, że mam kota w domu, ale nie jestem kotem. Dlaczego niektórzy nie potrafią zachować tych  wątpliwej jakości pieszczot dla swoich drugich połówek. Albo pisanie do mnie wiadomości na Fb z serduszkami na końcu. Ile ja mam lat? 8 czy 18? Również używanie pełnej wersji imienia, bądź najbardziej słodkiego zdrobnienia także nie należy do przyjemności. Tak, mam 160/162 cm wzrostu, mam pełno włosów na głowie, ale z twarzy widać, że 5 lat nie mam. Oraz nie jestem kotem. Tego ostatniego to akurat żałuję. Więc jeśli ktoś raz jeszcze będzie klepał mnie przez pół semestru po ramionach to niech się nie zdziwi na widok mojej reakcji. Masz dziewczynę, to ją traktuj jak kota, mnie traktuj jak zwykłego człowieka, którego widzisz do maja 2016 roku. Trudno jest być mną w takim aspekcie, bo na moim blogu czytam komentarze od miłych osób, w blogosferze mam także styczność z miłymi osobami. Jak mnie zezłościć? Po prostu trzeba poczekać na poniedziałek bądź środę i od 9.40 zadawać mi bezsensowne pytania i mówić do mnie albo Anna albo Anulka. Te dwa imiona w tym czasie brzmią niczym LORD VOLDEMORT.Nie wiem, dlaczego, ale nawet bycie mną nie pomaga w zrozumieniu, dlaczego nie powinno się mnie traktować o 9.40 jak pięciolatki przypominającej w dotyku kota.

Dlaczego ty nie rozmawiasz?

No nie wiem? Bo mam wadę wymowy, musiałabym się drzeć z głową zadartą do góry, aby dźwięk dotarł na wysokość dwóch metrów i odbił się. Wolę o 2 rano wysłać smsa, albo napisać na fb. Ale tak na poważnie, to każdy, kto usłyszał kiedykolwiek mój głos, wie dlaczego ja nie lubię rozmawiać. Zresztą, gdybym lubiła mówić, to założyłabym kanał na youtubie, a nie bloga. Ale niestety, mój głos brzmi jak popsuta taśma magnetofonowa po jakiejś mutacji a moja standardowa odpowiedź zawiera tyle liter "r" że równie dobrze mogę naszpikować ją literami "ł" i "l" a wyjdzie na to samo. Zresztą rozmawiam. Pisemnie, ale rozmawiam. Trudno jest być mną, szczególnie wtedy, kiedy ma się do zdania maturę ustną. Trudno jest być mną również w aspekcie pisania. Poważnie. Zresztą, kiedy ktoś chce wyciągnąć, co mnie gryzie, musiałabym opowiedzieć kilometrową historię, bo moje sprawy nigdy nie mają początku do kilku dni wstecz. Wtedy ucinam sprawę rzucając zatoki/jestem zmęczona/jestem chora/mam dość matematyki. Trzy warianty, brak "r". Mimo wszystko, trudno jest być mną, bo ja lubię rozmawiać ale na moich warunkach. Powiało Christianem Grey'em, ale taka prawda. Trudno jest być mną i rozmawiać ze mną, kiedy unikam tematów osobistych, szkolnych, deklaruję się jako osoba apolityczna, a mój rozmówca gustuje w innym typie literatury. O pogodzie wiecznie rozmawiać się nie da.

Dlaczego nie postawisz na swoim? Przecież to twoje życie.

A plany na te życie mam o wiele głupsze niż te, od góry narzucone. Kiedyś pożarłam się z rodzicielką o szkołę. Kiedy mi "nie idzie", ona mówi, abym szukała sobie zawodówki, bo zajmuję komuś miejsce. Kiedy powiedziałam jej, że nie chcę iść na prawo, bo nie wiem, kim JA chcę być po liceum, oraz że trafiłam nie do tej szkoły co chciałam, była lekko mówiąc wściekła. Na przekór pójścia do Poznania stwierdziłam, że będę walczyła o Kraków. Trudno jest być mną, ale nie chcę kończyć prawa w Poznaniu. Postawiłabym na swoim nie idąc na prawo a realizując drugi, dosyć spontaniczny plan zostania pisarzem. Jednakże to ten "głupszy" plan od narzuconego. Więc stawiam na swoim na tyle ile mogę. Prawo owszem, ale Kraków, bo to daleko. Na tyle daleko od Zielonej Góry, iż dobrze, że nie wymyśliłam sobie studiowania w Zielonej Górze. Czyli chociaż nie stawiam na swoim to i tak stawiam na swoim. Jest to skomplikowane.

Dlaczego jesteś feministką?

Nie jestem feministką, bo chcę czy muszę. Po prostu rodzicielka ciągle mi powtarza, iż kobieta powinna siedzieć w domu i dzieci chować, a mężczyzna powinien zarobić na rodzinę. No cóż, nie mam zamiaru siedzieć w domu. Jeśli kiedykolwiek założę rodzinę, to na pewno nie dopuszczę do tego typu podziałów. TAK, JA JESTEM KOBIETĄ i rozróżniam śrubki od gwoździ. Może nie będzie ze mnie mechanik samochodowy, ale obstawiam, że mogę być tak samo dobrym pracownikiem, jak facet, może nawet lepszym, jeśli się przyłożę. Więc mój "feminizm" jest bardzo skomplikowany i obrazuje dlaczego jest mi trudno być mną. 

Dlaczego tak trudno jest być tobą?

Bo nie potrafię być cały czas miła. Bo stawiam na swoim na własnych warunkach. Bo nie starałam się być taka jak inni. Bo nie lubię rozmawiać. BO MOŻE DLATEGO, ŻE PISZĘ BLOGA i staję na głowie, aby niektórzy o nim nie wiedzieli. Nie, żeby to był pamiętnik. Po prostu w moim odczuciu, gdybym we wrześniu rok temu mając tak rozkręconego bloga jak teraz na wyjeździe integracyjnym powiedziała "jestem Anka, jestem blogerką" wywołałoby salwę śmiechu, szok, niedowierzanie i apokalipsę. O tym, że mam bloga wie garstka ludzi, których zliczę spokojnie na palcach obu rąk. Regularnie zaś z tego grona czytają go 2-3 osoby. Nie dlatego, że tamte nie chcą czytać. One po prostu wiedzą, że mam bloga i tyle. Te 2-3 osoby wiedzą zaś o czym piszę, znają adres, widzą ile energii poświęcam aby pogodzić liceum z blogiem. Są to osoby, na które mogę liczyć i mogę im ufać. A z zaufaniem u mnie krucho, bo trudno jest być mną. I choć trudno jest być mną, kiedy na tablicy za mną składuje się masa przypomnień o planach blogowych, ja myślałam o wpisie w ramach uczczenia pierwszej rocznicy udźwignięcia bloga, nieoficjalna druga rocznica czeka mnie w sierpniu. Więc, jeśli usłyszę kiedyś od kogoś pytanie treści Dlaczego nie ułatwisz sobie bycia tobą będę mogła powiedzieć tylko jedno. Ale teraz tego nie powiem. Powiem, jak się w końcu dowiem, dlaczego trudno jest mi być mną. Może wtedy moi przyszli, potencjalni naśladowcy będą narzekać, że trudno im jest być mną. Bo przecież taka Anka, która nie ułatwia sobie bycia sobą jest na tym blogu tylko jedna. To przecież ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz