poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Agatha Christie, Zagadka Błękitnego Ekspresu

Był taki okres czasu, że posty o twórczości tej pani pojawiały się niemal w jednym ciągu. Tym razem jest to pierwszy post od trzech miesięcy o jednym z moich ulubionych detektywów. Mowa o Herkulesie Poirot oraz Zagadce Błękitnego Ekspresu.



autor: Agatha Christie
tytuł: Zagadka Błękintego Ekspresu
tytuł oryginalny: The Mystery of the Blue Train
rok wydania: 1928

   Dla Rufusa Van Aldina najważniejsza jest jego córka, Ruth, po mężu Kettering. Dla niej ważne są drogie klejnoty i niebezpieczni mężczyźni. Jedno z dwojga doprowadza do tragicznego w skutkach wydarzenia. Na szczęście papa Poirot czuwa, a jego drugą parą oczu staje się Katarzyna Grey. Dla kogo pani Kettering była aż tak niewygodna, iż straciła życie w Błękitnym Ekspresie?
   Kiedy doszłam do momentu, kiedy zaczęła się zagadka, moja pierwsza myśl przedstawiała się w następujący sposób: "Jak nie wiadomo o co chodzi, to albo chodzi o kosztowności, albo o faceta. Albo o jedno i drugie". W powieści mąż jest przedstawiany w negatywnym świetle. Ma kochankę i ewentualny rozwód, o którym marzy teść stawiałyby go w złym świetle finansowym. Zagmatwany początek historii mógł budzić niechęć. Oraz znów (przynajmniej w moim przypadku) miejscem zbrodni jest pociąg (pierwszą historią Agathy Christie, którą przeczytałam i akcja miała miejsce w pociągu było Morderstwo w Orient Expressie). Sama autorka, chociaż kiedyś stwierdziła, że ta powieść jest jej nieudanym dziełem, postanowiła nieźle naplątać i skierować uwagę na dwa bardzo możliwe rozwiązania, przy czym zamaskować te właściwe. Co śmieszniejsze, z początku strzelałam, kto to może być. I strzeliłam w połowie dobrze, choć wkręcając się w powieść odrzuciłam pierwszą myśl i obstawiałam A albo B.
   W powieści pojawia się Katarzyna Grey, która choć jest niepozorną dziewczyną z prowincji, odgrywa ważną rolę. Nie tylko zdążyła porozmawiać z Ruth przed tragedią, ale dla Poirota okazała się bardzo pomocna. Poznając pannę Grey dowiadujemy się, że pochodzi z St Mary Mead, niestety nie jest to St Mary Mead panny Marple.
   Podczas lektury Zagadki Błękitnego Ekspresu byłam trochę znużona do momentu tragedii i pod sam koniec, kiedy miał nastąpić moment ujawnienia sprawcy. Gdyby się uprzeć, to można porównać tę książkę, do Morderstwa w Orient Expressie, jednak nie ma sensu. Dwie różne okoliczności, jeden czyn, dwa sposoby dokonania go. Nawet pogoda inna. Nikt nie spodziewa się, że w pociągu zmierzającym do słonecznego raju, może zdarzyć się coś złego. Co innego w głębokich zaspach. Ponadto znów wróciło na sam koniec moje pierwotne stwierdzenie, które się wpisuje w całą historię. W jaki sposób? Do tego już musicie sami dojść.


Niby jest lato, ale o dziwo to najbardziej zawalone lato w ciągu ostatnich pięciu lat, a w szczególności ostatnie miesiące w historii tego bloga to oddają. No cóż, siła wyższa, jednak walczę, ile mogę i do września nadrobię wszelkie zaległości, jakie sobie narobiłam. A został mi tydzień wakacji. Dam radę, bo jak nie ja, to kto? Trzymajcie się ciepło w ostatnie dni wolnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz