niedziela, 30 sierpnia 2015

Gwiazd naszych wina (film)

Lekko ponad rok temu pisałam o książce Gwiazd naszych wina. To było rok temu. Po roku zabrałam się za ekranizację. Chociaż wczoraj również po północy pisałam o Annie Kareninie, jednakże emocje po obejrzeniu filmu..... Nie, to nie będzie czekać.To jest dobry czas na pisanie o filmie Gwiazd naszych wina.



gatunek: dramat, romans
tytuł: Gwiazd naszych wina
tytuł oryginału: The Fault in our Stars
reżyseria: Josh Boone
w rolach głównych Shailene Woodley (Hazel Grace), Ansel Englort (Gus), Lotte Verbeek (Lidewij), Willem Dafoe (Peter van Heuten)

   Szesnastoletnia Hazel (Shailene Woodley) z pozoru jest normalną nastolatką.... pomijając  fakt, że gdziekolwiek się uda, tam towarzyszy jej butla z tlenem. Hazel choruje na raka, a jej płuca nie chcą z nią współpracować. Decyzją matki (Laura Dern) dziewczyna uczęszcza na spotkania grupy wsparcia. Poznaje tam Isaaca (Nat Wolff), któremu rak odebrał oko. Jednak pewnego dnia Hazel spotyka Augustusa (Ansel Englort), u którego także zdiagnozowano raka. Nastolatkowie odnajdują wspólne zainteresowania, a nawet Hazel poleca mu swoją ulubioną książkę. W Gusie po jej lekturze rodzi się to samo pytanie, które nurtuje Hazel. Dziewczyna tłumaczy mu, że wielokrotnie pisała do autora ksiażki, Petera van Heutena (Willem Dafoe), jednak nigdy nie otrzymała rozwiązania. Chłopak jednak się nie poddaje i udaje mu się nawiązać kontakt z pisarzem i otrzymać zaproszenie do Amsterdamu. Podróż ta rodzi kilka problemów, jednak marzenia czasem się spełniają i Gus zabiera ze sobą Hazel i jej mamę do Holandii. Na miejscu poznają zarówno odpowiedź na swoje pytania jak i Lidewij (Lotte Verbeek), która oprowadza nastolatków po najciekawszych miejscach w Amsterdamie. Do Hazel jednak powoli zaczyna docierać dlaczego spełniono marzenie Gusa.
   Tak, ten tekst trochę bardzo przypomina tekst o książce z zeszłego roku. Jednak co robić, kiedy ekranizacja przypomina książkowy odpowiednik? Wiadomo, jest wiele odstępstw od papierowej wersji, jednakże cały czas chodzi o to samo. Ponadto filmowe wersje Hazel i Gusa powodują, że są trochę bardziej bliżsi odbiorcy. Prawie namacalnie widz widzi Hazel, jej butlę tlenową czy też Gusa i jego problemy powodowane rakiem. Również niczym wymuszone łzy pojawiają się w podobnych momentach. Zastanawiałam się czasami do momentu obejrzenia Gwiazd naszych wina jak może wyglądać filmowy Gus, ponieważ wiedziałam jak mniej-więcej wygląda Shailene Woodley w krótkich włosach dzięki okładce Zbuntowanej (ah te filmowe okładki książek). No cóż, wyglądają jak para nastolatków. Razem mają cztery ręce, trzy nogi, parę sprawnych płuc i butlę tlenową.
   W tym całym bukiecie zachwytów pojawi się też kilka chwastów. Nie lubię patrzeć na zakochanych, a Hazel i Gus w filmowej wersji są tak nienaturalnie w siebie zapatrzeni, że miałam tego dosyć. Denerwujący był też van Heuten, ale ten, kto czytał książkę, ten wie, dlaczego. W całym filmie denerwowało mnie to, że książka to jakoś lepiej wszystko ukazała. Ale no cóż, jestem osobą, która preferuje książki niż filmy, jeszcze poszukuję ekranizacji idealnej. Ta taka nie była do końca, choć wszystko szło w dobrym kierunku, jednak odrzuca mnie to, że ten film to romans. Wspomniałam kilka linijek wcześniej, że nie lubię widoku zakochanych, a romanse taki widok zwykle dają. Miłość opisana w książce bardziej mi przypadła do gustu. Jednak jest jeden pozytyw wynikający z eksponowania miłości dwojga śmiertelnie chorych ludzi. Należy się cieszyć każdym dniem z osobą, którą kochasz, ponieważ nie wiesz, czy za chwilę nie będzie na to za późno.



Zostały tylko dwa dni wakacji. Dwa dni wolnego. No dobrze, licząc z wtorkiem to trzy, ale to i też niezbyt wiele czasu. Od września zaczynam maturalną klasę, więc może mnie być mniej niż w pierwszej połowie tego roku, ale postaram się bywać częściej, niż w te wakacje. Ponadto zapraszam do odwiedzin forum polskibloger.pl (kliknij w link) gdzie możecie znaleźć wielu ciekawych blogerów. Ponadto możecie zaczepić mnie i zadać mi jakiekolwiek pytania (ask.fm). Stwierdzam fakt, że zbliżam się do setnego wpisu, wiem co to będzie i chcę, aby się ukazało 4 września, więc trzymajcie kciuki za moje wyrobienie się w czasie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz