wtorek, 22 września 2015

Książka, której akcja toczy się w twoim mieście, czyli kilka legend z miasta, które tak bardzo na mnie wpłynęło

W wyzwaniu 55 podróży jest podpunkt, w którym powinnam pisać o książce, której akcja toczy się w moim rodzinnym mieście. Postanowiłam nagiąć lekko zasady. Zamiast opowiedzieć o całej książce opowiem o trzech legendach pochodzącej ze zbioru legend. Mam na myśli Żarskie legendy. Dlaczego? Powód jest prosty. 16 lat życia w Żarach bardzo na mnie wpłynęło.


   Legenda to utwór epicki, który zawiera częściowo fakty historyczne, na których bazuje fantastyczna część opowiadania. W tym przypadku faktem historycznym jest istnienie miasta Żary (po niemiecku Sorau) jak i często miejsca, gdzie toczy się cała historia, jak np. centrum miasta w czasach średniowiecza, gdzie dziś przebiega jakaś ulica. Ja wybrałam trzy legendy, które były przerabiane na języku polskim w gimnazjum.
   Legenda o tkaczu opowiada o mistrzu tkackim, Stefanie, który traktował każdego z szacunkiem. Pewnego dnia herold rozgłosił w mieście, że Hieronim von Biberstein ogłosił konkurs. Poszukiwał on tkanin do wystroju kaplicy zamkowej. Stefan przygotował wyjątkowo piękną próbkę, więc von Biberstein zlecił zadanie właśnie jemu. Mistrz tkacki wykonał te polecenie przed wyznaczonym terminem, jednakże jego pracownia zajęła się ogniem i nic nie zostało z materiału. Jedyne co mógł uczynić Stefan, to było udanie się na spoczynek. Przyśniło mu się, że tkanina została odtworzona przez pająki. Ku zdumieniu mistrza sen okazał się prawdą i po przebudzeniu odnalazł gotowe tkaniny. To była nagroda, za dobre serce Stefana.
   Łeb konia to legenda o mistrzu piekarskim. Miał on córkę, Aldonę. Mieszkali w centrum miasta, tam, gdzie dziś jest ulica Bolesława Chrobrego. Wielu młodzieńców starało się o rękę Aldony, ale nikt nie wiedział, że dziewczyna obiecała swoją rękę starszemu czeladnikowi pracującego w zakładzie ojca. Była jedna rzecz, która przerażała córkę piekarza. To były dzikie konie. Tę słabość postanowił wykorzystać jeden z odtrąconych zalotników. Do tego celu specjalnie płoszył własnego konia. Właśnie ten koń zaatakował Aldonę, kiedy wychodziła z kościoła przyklasztornego, a obecnie kościoła garnizonowego. Wystraszona dziewczyna wbiegła do wieży kościelnej. Zwierze uczyniło podobnie. Kiedy droga ucieczki skończyła się, Aldona zauważyła małe okienko, przez które postanowiła wyskoczyć. Los chciał jednak ją oszczędzić, ponieważ suknia zahaczyła się o wystający element dachu i rozdarła się, co złagodziło upadek. A co się stało z koniem? Koń próbował także skoczyć za dziewczyną, jednak zaklinował się w oknie wieży. Aby oszczędzić mu większych cierpień, zabito go. Ojciec szczęśliwy z uratowania dziecka kazał wykuć łeb konia i umieścić go na szczycie wieży.
   Czarny rządca to historia grafa Promnitza. Budził on powszechny strach, ponieważ tam gdzie on się pojawiał, tam się pojawiały choroby i różne nieszczęścia. Jednakże przyszedł czas na grafa i umarł. Zarządzono chrześcijański pochówek. Kiedy kondukt ruszył z karawany wyskoczył czarny kot. Powszechnie twierdzono, że wszelkie bogactwa graf Promnitz zdobył dzięki upiornym kotom, które tak jak graf pochodziły wprost z piekieł. Nikogo pojawienie się kota nie zdziwiłoby, gdyby nie to, że kot wskoczył przez okno na parterze w kamienicy Czarnego rządcy, a chwilę później w oknie piętro wyżej nie pojawił się on we własnej osobie. Trumnę w atmosferze strachu doniesiono i złożono w mogile przy kościele św. Piotra. Od tego czasu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Czarny rządca czynił spustoszenie na cmentarzu. Podjęto decyzję. Trzeba go pochować gdzie indziej. Grafa Promnitza pochowano z dala od miasta w miejscu zwanym "polaną dzików". Od tamtego momentu to miejsce nie tylko tajemnicze, ale i niebezpieczne, jednakże koty zniknęły prawie całkowicie z kamienicy. Zostały tylko dwa, które znieruchomiały w oknie z tyłu kamienicy, a skarby grafa zostały nieodnalezione.

Jak widać, każda legenda zawiera w sobie ziarenko prawdy. Nazwiska Promnitz i Biberstein przewijają się w historii Żar jako nazwiska właścicieli miasta. Kościoły wymienione w legendach również są prawdziwe. Ale kto wie, czy może w tej fantastycznej otoczce nie tkwi jakieś ziarenko prawdy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz