niedziela, 3 stycznia 2016

Sto wpisów minęło. #1 W przerwie na reklamy - Sherlock

Po wielu problemach klasy maturalnej powracam z setnym (tak, setnym) wpisem. Pomijam fakt, ile czasu upłynęło od ostatniego wpisu, ale nie mam zamiaru przepraszać za nawał pracy w klasie III. Ale czas mijał, ilość wpisów także wzrastała. Dobiłam do 99 wpisów, dzisiejszy jest 100. Kiedyś pisałam na mojej Facebookowej stronie, że jestem namawiana do oglądania serialu. Namowy te wynikały z recenzji pewnych powieści. Kto nie jest na bieżąco, to skracam. Chodzi o książki Arthura Conan Doyle'a, a owym serialem jest Sherlock. Tak, Sherlock po wielu obietnicach oraz na rozpoczęcie nowego cyklu po 100 wpisie. Zapraszam.


tytuł/tytuł oryginału: Sherlock
emitowany od: 2010 (Wielka Brytania)/2011 (Polska)
w rolach głównych: Benedict Cumbertach (Sherlock Holmes), Martin Freeman (John Watson)

   Gdyby ktoś kiedyś powiedział sir Arthurowi Conan Doyle'owi, że wykreowana przez niego postać będzie posługiwała się telefonem komórkowym, prawdopodobnie pisarz wyśmiałby go. Jak to, Sherlock miałby posługiwać się czymś takim. W sumie co to telefon komórkowy spytałby się autor. W XIX wieku nie było czegoś takiego jak komórka, a co tu dopiero mówić o smartphone'ach. Jednak ktoś może stwierdzić po 20 minutach pierwszego odcinka, że coś poszło nie tak. Gdzie Londyn z czasów Conan Doyle'a? A no niespodzianka jest taka, że Sherlock Holmes (Benedict Cumbertach) żyje w Londynie znanym nam współcześnie a do tego posługuje się komórką. Aby było weselej John Watson (Martin Freeman) też tu egzystuje i porzucił pisanie dzienników na własny użytek dla bloga. Ot, fanaberie pomyślałby pisarz, gdyby ktoś mu powiedział, że tacy będą jego bohaterowie. No i kto zdegradował Moriarty'ego (Andrew Scott) z rangi profesora do roli zwykłego śmiertelnika? Po prostu świat się zawalił, a sir Arthur Conan Doyle wykonał już trzy pełne obroty we własnej trumnie.

   Tyle słowem wstępu o serialu. Obejrzałam trzy serie za namową osób komentujących. Pierwsze dwadzieścia minut? Na Imperatyw, co zrobiliście z Sherlockiem, dlaczego go popsuliście. Kolejne 20. Nie jest źle. Ostatnie pięć minut ostatniego odcinka trzeciej serii, Dlaczego tylko 9 odcinków? Tak. Sherlock składa się z trzech serii po trzy odcinki. Aby było weselej 9 stycznia na BBC Brit będzie odcinek specjalny o uroczym tytule Sherlock i upiorna panna młoda. Kto jest bez Multikina, ale ma BBC Brit to odpala o 23 odbiornik i ogląda. Jednak wracam do moich odczuć związanych z serialem.

   Mamy tu aroganckiego Sherlocka, który czasem zachowuje się tak, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Często nawet Watson nie potrafi uspokoić swego współlokatora, jeśli można tak określić tę relację z widoku tytułowego bohatera. Niestety Holmes nie jest bucem, burakiem czy cebulakiem. Jest jakby to ładnie określić, socjopatą, który technologicznie przystosował się do społeczeństwa, tylko jego proces socjalizacji szlag trafił, przez co mamy aroganckiego człowieka, który może nie wygląda jak Mister Universe, ale coś w nim jest, co przyciąga. Dzięki technologii Sherlock staje się kimś nam bardziej prawdziwym. Co można powiedzieć o osobie żyjącej w XIX wieku posiadającej "dar" do rozwiązywania zagadek? Albo wariat, albo sam popełnia te przestępstwa. Teraz Sherlock ma niby prościej, ale jednak trudniej. Przecież Moriarty, chociaż zdegradowany, żyje w tej samej czasoprzestrzeni co nasz główny bohater. Nawet błyskotliwy policjant o nazwisku Lestrade (Rupert Graves) jest.  Niby wszystko ładnie i pięknie, jednak jest pewno ale. Sherlock w wersji papierowej.

    Często kieruję się zasadą, że najpierw książka, potem ekranizacja. Jestem po kilku utworach z Sherlockiem Holmesem i przez to, że tak mało telewizji oglądam (do wyboru jakieś kulinarne tv, Steven Siegal albo Peg plus Kot, które maniakalnie ogląda mój brat). Ponadto oglądałam film z Robertem Downey Jr. grającym Sherlocka. Porównując Roberta i Benedicta w tej roli.... Wizualnie wygrywa Benedict, jak dla mnie ma taki dosyć Sherlockowy wygląd i nie kojarzy mi się z niczym innym. Tak, Robert Downey Jr. będzie mi się kojarzył głównie z Iron Manem, chociaż widziałam go w tej roli głównie w serialu Agentka Carter niż w filmach z serii Avengers. Jednak jego postawa w filmie przysuwa mi na myśl tego Sherlocka wykreowanego przez Conan Doyle'a. Nie skreślam jednak Cumbertacha, ponieważ według znaków na niebie i na ziemi i jemu będzie dane być Sherlockiem w czasach Sherlocka i bardzo ciekawi mnie to, jak wypadnie w tamtych realiach. Skoro już pozostajemy przy porównaniu filmu i serialu (czego nie planowałam) warto porównać Watsonów. W kinach widzieliśmy Jude Lawa, zaś BBC zatrudniło Martina Freemana. Jak dla mnie to serialowy Watson jest tym, czym Watson powinien być. Nawet wygląd ma taki, jakiego mogłabym się spodziewać. Patrząc na zestawienie Cumbertach/Freeman a Downey Jr./Law to jednak pomimo wielu mankamentów ta pierwsza para bardziej przywodzi na myśl Sherlocka i Watsona.

   Wracając do serialu widać, że powieści sir Arthura Conan Doyle'a były pomocne przy tworzeniu podwalin całej produkcji, jednakże widać, że to dobry cukierek zawinięty w nowy papierek. Albo inaczej. Dobre i stare francuskie wino przelane do butelki liczącej sobie kilka miesięcy. Serial bardzo mi się spodobał, czekam na ten odcinek 9 stycznia, jednakże moje serce należy do książkowego Sherlocka. Serial doprowadził głównie (według mnie) do uosobienia postaci. Widzę, jak mogłyby wyglądać, jakby zachowywały się w moich czasach. Przez pierwsze dwadzieścia minut działa na mnie czar Sherlocka, akcja w serialu czasem podbija mi ciśnienie a przez moją głowę przewijają się na przemian matko, o jej, tak być nie może oraz na Imperatyw, Sherlocku. Po kolejnych 20 minutach czar znika, zostaje akcja i myśli. Z napisami końcowymi moja twarz wyraża tylko jedno. Na Imperatyw, dlaczego.


Długo zwlekałam z tym postem. Zastosuję typowo ludzką taktykę. Zacznę się tłumaczyć. A to skoki były (ktoś kibicować musi), a to chora siedzę i narzekam, a to semestr się skończył i trzeba było szybko skończyć czytać lektury obowiązkowe. W styczniu zaś pojawiają się kolejne matury próbne, a przez dwa tygodnie ferii czeka mnie gehenna pt. studniówka i tekst w stylu dlaczego nie chcesz czerwonej podwiązki albo na studniówkę iść trzeba. Na Imperatyw, bardziej się tą podwiązką upokarzać nie będę, wystarczy że muszę się umalować, uczesać i włożyć sukienkę w stylu nikt przy zdrowych zmysłach by jej nie włożył czyli sukienka wybrana przez mamę w kolorze czerwonopodobnym. Zresztą mam nadzieję, że na studniówkowe zakupy pójdę z tatą. On rozumie, że jak sukienka, to dobrze kryjąca, najlepiej w khaki i siatka z gałęziami do kompletu. Dobra, koniec studniówkowych sucharów, teraz ważny komunikat. Mamy 2016. W 2015 planowałam 55 podróży. Nie wyszło. Wyzwanie skończę, co pomoże mi zrealizować zamiar przeczytania tyle, ile mam wzrostu. Według tego przelicznika bycie kurduplem 1,6 w kapeluszu wynika, że czeka mnie 81/82 książki. Zależy, czy przyjmę przelicznik pielęgniarki czy to, co mam w dowodzie. I jeszcze jedno. Jeśli macie dla mnie propozycje, to działajcie tak jak ludzie na załączonym obrazku.  Tak wyglądał blog rok temu i zachęcało mnie do czytania i oglądania Sherlocka. No to ok, czekam na 9 stycznia i komunikuję Wam również, że Suomi z Biblioteczki Suomi organizuje Polecajkę. W grudniu Asik poleciła mi Mechanicznego Anioła, ale z przyczyn technicznych i sugestii (tak, czytanie nie zanika) abym zaczęła od Miasta kości właśnie tą drugą mam za sobą. Zresztą, kto mnie obserwuje na Facebooku ten wie, że na styczeń mam Przeminęło z wiatrem. Ale o tym, jak się z tym uporam. No i jak się uporam z korektami estetycznymi bloga. Tak, kobieta zmienną jest, a chcę pasek menu i pasek boczny odświeżyć, to i wiadomo, że coś popsuję i pójdzie też przez kolumnę z postami. W każdym razie czekam na Wasze propozycje co do książek/seriali/filmów. Jak znajdę czas to przebrnę, ale w kolejce do pisania/uzupełnienia mam ponad 20 pozycji, więc nie obiecuję, że moje wrażenia pojawią się szybko.



Jako, że to nasze pierwsze spotkanie w 2016 roku, życzę Wam spokojnego roku i realizacji postanowień noworocznych. Jeśli poszukujecie więcej mojej wesołej twórczości, to zapraszam was tutaj oraz na Facebooka, którego często aktualizuję.

Do napisania!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz