sobota, 27 lutego 2016

Kathy Reichs, Brendan Reichs, Wirusy

W trzeciej edycji polecajki u Suomi Anne dziewczyny z bloga W otchłani książek trafiły na mnie. Poleciły mi Wirusy autorstwa Kathy i Brendana Reichs. Szybki wgląd na ich bloga i wiem, że to czytały i pisały o tej książce, jednak nie chcąc sobie streścić książki postanowiłam nie czytać ich recenzji (wybaczcie). Jednak w nocy skończyłam ją i czytać i to jest recenzja prawie na gorąco. Prawie. Przecież musiałam się wyspać. I minął prawie tydzień. Tak, musiałam koniecznie się wyspać.

autorzy: Katy i Brendan Reichs
tytuł: Wirusy
tytuł oryginalny: Virals
rok wydania: 2014 (Polska)/ 2010 (Stany Zjednoczone)

Wiadomość od Shadow & Lyken:

Tory Brennan mieszka na małej wyspie i jedyne co może robić w wolnym czasie to spotykać się ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi. Pewnego dnia, gdy na sąsiedniej wyspie znajdują żołnierski nieśmiertelnik nawet nie przypuszczają jakiej zmianie ulegnie ich zwykłe życie za sprawą tego znaleziska. Rozpoczyna się trzymająca w napięciu podróż pełna niebezpieczeństw, zagadek i zaskoczeń przez które ja osobiście wprost nie potrafiłam odłożyć książki na bok, nawet na chwilę!
 
   Ja do tej zapowiedzi nie dodam nic więcej, chociaż za chwilę złamię dane słowo. Faktycznie, główna bohaterka to Tory Brennan, mieszka na wyspie, a jej najbliżsi przyjaciele to Hiram, Shelton i Ben. Ich życie zmienia odnaleziony śmiertelnik. W jaki sposób? A no w taki, że nic nie będzie takie same, tyle zdradzę. Splot okoliczności sprawia, że Tory i spółka dochodzą do sprawy zaginięcia sprzed wielu lat i ratują Coopera, jednak znajdują się w niebezpieczeństwie. W jakim? Zależy, o co zapytać, bo z jednej strony istnieje niebezpieczeństwo związane ze zwierzęciem, a z drugiej z zaginięciem sprzed lat. Dodam, że nie ma tu miejsca na uczucia i romanse, to przecież prawie gra o wszystko.

   Po przegrzebaniu sieci okazuje się, że Katy Reichs wykreowała doktor Brennan w postaci książkowej, przez co mam za co dziękować dziewczynom podwójnie, bo wiem, że nie tylko serial mam do nadrobienia. Co do samej książki.... Mam tu thriller, kryminał, trochę science fiction i czuć w powietrzu zalążki biologii i antropologi. Tak, przecież nazwisko zobowiązuje. Niby historia bazuje na losach czwórki nastolatków, a to co się dzieje może być miejscami nieprawdopodobnie, to spodobała mi się ta książka. Szczerze. Nawet jeśli nie jestem dobra w biologię, genetykę i te sprawy, to akcja toczy się wartko i brakuje tu jakiejś ckliwej love story, co wychodzi na plus. No, może poza sceną z balem, jednak jej końcówka ma, według mnie, rację bytu i ratuje biedną Tory. Tak sądzę.

   Czytając nie zauważyłam jak z dwudziestej trzeciej zrobiło się w pół do pierwszej czytając końcówkę książki. No może zauważyłam, bo plecy dały mi w kość. Tylko, że to było ostatnie 150 stron, a ja robiłam trochę rzeczy pomiędzy, czyli uroki bycia w klasie maturalnej. Jednak podołałam, przeczytałam, jestem z siebie dumna. Szczególnie, że nie miałam dużo czasu w lutym czytać i oprócz tej pozycji skończyłam tylko Pożegnanie z Marią. Szukając w sieci zauważyłam, że Wirusy wchodzą w skład cyklu Tory Brennan, który przeczytam, jeśli pozostałe części są w bibliotece.

Tak, to koniec lutego, ja przeczytałam tylko dwie książki. No może uda mi się skończyć czytać coś jeszcze. Jak widać, polecajka u Suomi sprawiła, że odkryłam nowego autora. W marcu postaram się wrzucić moje pierwsze polecajkowe wyzwanie, które trochę nagięłam. Ale o tym w marcu. Może do końca marca uporam się z moim drugim wyzwaniem, które nazywa się.... Przeminęło z wiatrem. Trzymajcie kciuki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz