niedziela, 27 marca 2016

Cassandra Clare, Miasto kości

Kiedy w grudniu 2015 roku wystartowała Polecajka u Suomi Anne od Asi z Z książką w ręce stwierdziła, że powinnam przeczytać Mechanicznego anioła Cassandry Clare. Kiedy pochwaliłam się moim zamiarem koleżanką podniosły lament. Ale Ania! Ty się opamiętaj i zacznij od "Miasta kości"! Uwierz, wiemy co mówimy, powiemy ci, kiedy wtrącić "Mechanicznego anioła"! Skoro zasięgnęłam rady, to trzeba z niej skorzystać. Ten wpis nie wpadnie do "kosza" z Polecajkami. Jak dziewczęta (pozdrawiam serdecznie) poczują się Miranem i dadzą mi zielone światło (wybaczcie, sezon zimowy skoków się kończy) to lecę z Mechanicznym aniołem. Tymczasem moje radosne (bądź nie) odczucia po pierwszej części cyklu Dary Anioła. 



autor: Cassandra Clare
tytuł: Miasto Kości
tytuł oryginalny: City of bones
rok wydania: 2007 (Stany Zjednoczone)/2009 (Polska)

   Nastoletnią Clary wychowuje samotnie jej matka, Jocelyn. Dziewczyna żyje w przeświadczeniu, że jej ojciec zginął przed jej narodzinami. Pewnego dnia idzie ze swoim znajomym, Simonem, do klubu o nazwie Pandemonium. Tam jest świadkiem nietypowej sytuacji, która pozwala jej poznać Aleca, Jace'a i Isabelle. Z pozoru zwykli nastolatkowie okazują się Nocnymi Łowcami walczącymi z siłami zła. Ich istnienie jest dla Clary niepojęte. Niezrozumiałe dla niej jest również to, co stało się z jej matką. Największym szokiem jest również odkrycie o samej sobie. Nastolatka razem z Jacem, Isabelle i Aleciem postanawia odnaleźć matkę. Towarzyszy im również Simon, co nie podoba się Jace'owi. Ponadto zaczyna rozkwitać uczucie, które nie powinno mieć racji bytu. Pomimo trudności, Clary zdaje sobie sprawę z tego, co mogła wiedzieć Jocelyn. W tej grze pojawia się również kielich.
 
   Świat wykreowany przez Cassandrę Clare może albo fascynować albo nie, jak to głoszą różne teorie. Nie ma nic pomiędzy. Jednak ja, jako rasowy buntownik jestem pomiędzy. Świat Clary przemawia do mnie bardzo do momentu, kiedy jej świat zaczyna łączyć się ze światem Nocnych Łowców. Szczęśliwie jest to tak skonstruowane, że nie nuży się oraz czyta się szybko. Jadąc 12 przystanków autobusem przebrnęłam przez ponad 60 stron (trzeba się było orientować, czy nie wyjechałam za daleko). Jeśli coś do mnie nie przemawia, ale wciąga, to coś musi być na rzeczy. Zresztą pierwszy raz zetknęłam się (nie osobiście) z Miastem kości - o ile dobrze pamiętam - na wyjeździe integracyjnym prawie trzy lata temu i już wtedy stwierdziłam, że może przeczytam. Może.

   W skrócie. Jest to cegła, gdzie albo szuka się tajemniczego Kielicha, albo szuka się Jocelyn albo rozwijają się uczucia nie na miejscu. Cegła, w której te trzy punkty o dziwo łączą się i tworzą przyjemną fabułę. Na lubimyczytac.pl dałam 5/10. Może dlatego, że chociaż podoba mi się akcja, świat i to, że łatwo się to czyta to jednak trochę schematów tam jest. I to mi się nie podoba. Uwaga, spojler sezonu, mamy dziewczynę i dwóch chłopaków. Łatwo się domyślić, jaki może być schemat tego, co przedstawiłam. Jednak oprócz tradycyjnego friendzone, który - jak zauważyłam - wystąpił dwa razy co najmniej występują inne formacje uczuciowe. Mamy także niedziałający Monitoring Osiedlowy, który o dziwo, dosyć dobrze funkcjonuje jako Nieświadoma Przechowalnia. I nie chodzi mi bynajmniej o kamery na budynkach. Jednak jest coś, co mnie odrzucało momentami. Tak, uczucia wobec friendzonów i innych uczuć-zonów. Serio, czy jak coś jest w miarę dobrze zbudowane, to trzeba tam walnąć pełno uczuć, nawet jeśli komplikuje się cała sprawę na tyle, aby albo wnerwić czytelnika albo go zadowolić.

   Na zakończenie dodam, że wiem o istnieniu filmu i serialu. Nie oglądałam ich, więc się nie wypowiem. Czy usiądę do nich? Nie wiem, może najpierw przebrnę przez serię pomimo komplikacji schematów. Wtedy dam wam znać na moim Facebooku, czy obejrzę to. Ewentualnie czy przebrnęłam przez książki Cassandry Clare w miarę logicznym tempie.



Bardzo długo się nie odzywałam tutaj. Chociaż bardzo chciałabym, nie ma czasu przysiąść nad klawiaturą i pisać. Jednak dziękuję bardzo za ponad 50 łapek na twarzoksiążce oraz pięć i pół tysiąca wyświetleń. Cieszy mnie to, że ktoś czyta moje wypociny. Cieszy mnie to, że są ludzie, którzy śledzą rozwój tego bloga. No i cieszy mnie to, że w końcu piszę! Wesołych świąt moi drodzy. Anka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz