wtorek, 5 kwietnia 2016

Veronica Roth, Wierna

To już trzecie i ostatnie spotkanie z Tris i Cztery oraz trylogią Niezgodnej. To był szalony tydzień, który zmotywował mnie do pomajstrowania w blogu (lista autorów i uzupełnienie cyklów i serii). Pomimo matury postanawiam raz jeszcze zaszaleć, ponieważ przeczytałam jeszcze inną trylogię, jednak przed nią opublikuję coś innego, aby zbyt Was nie nudzić trylogiami. Nie przedłużam jeszcze bardziej. Veronica Roth i Wierna.


autor: Veronica Roth
tytuł: Wierna
tytuł oryginalny: Allegiant
rok wydania: 2013 (Stany Zjednoczone) / 2014 (Polska)

Jeden wybór może cię zmienić.
Jeden wybór może cię zniszczyć.
Jeden wybór pokaże ci, kim jesteś...
(fragment notki od wydawnictwa)

   Już nie ma odwrotu. Tris wie o tym. Nie ma także szans na powrót starego społeczeństwa. W powietrzu czai się kolejny bunt. Kolejni zabici. Po jednej stronie Bezfrakcyjni, których przywódczynią jest Evelyn. Po drugiej stronie barykady Wierni. Dla kogoś, komu życie przewróciło się do góry nogami przez myśl, że jest Niezgodnym ta sytuacja jest nie na rękę. Skoro nie ma czegoś, co teoretycznie było niebezpieczne, to jak to zrozumieć, skoro nadal czuje się właśnie tak, jakby to istniało? Tris wie, że odpowiedzi nie znajdzie w Chicago. Czas wydostać się poza ogrodzenie. Tylko czy świat za nim okaże się miejscem, w którym przyjdzie zrozumienie czym jest tak naprawdę Niezgodność oraz jak z tym żyć?

   W trzecim tomie zwalniamy. Dosyć gwałtownie. I znów stoimy przed kolejnym buntem. Po jednej stronie barykady Evelyn i Bezfrakcyjni, po drugiej stronie Wierni. No coż, skoro Evelyn wdraża w życie swój plan o braku frakcji, to kim są Wierni? Najprościej rzecz ujmując są to osoby, które nie potrafią się odzwyczaić od nie bycia w danej frakcji i nie wykonywania tego, do czego ma się predyspozycje. Sytuacja w której się znaleźli jest zbyt nowa. Tymczasem Tris i jej towarzysze, którzy także są wierni starym regułom postanawiają odnaleźć odpowiedzi na pytania, które powstały po projekcji pewnego nagrania. Udaje im się dotrzeć do Agencji, gdzie, jak się okazuje, Tris nie powinna bać się Niezgodności. Ba, ta cecha powinna być jak najbardziej pożądana i panna Prior powinna cieszyć się, że nie spalono jej na stosie czy coś w tym stylu, to inni powinni uznać, że mają problemy ze sobą. Ponadto związek (czy też coś co tego związku nie przypomina) Tris i Cztery przez te rewelacje może ucierpieć.

   Veronica Roth jeńców nie bierze i tak jak zabiła trochę ludu w poprzednich częściach, teraz także zabija. I chwała siłom wyższym, że ani zakończenie, ani cały sens nie są łatwe do przewidzenia. Wątku zakończenia nie rozwinę, zaś sens całej historii Tris, a raczej tego, co jest przyczyną poznania historii panny Prior i mieszkańców Chicago jest inny, niż ten, który zobaczyłam w Niezgodnej. Zakończenie? Nie spodziewałam się tego, jednak skoro bunt goni bunt to musiało tak się skończyć. 

   Co mi się nie podobało? Może to, że gubiłam się między relacją Tris a relacją Cztery. O ile do sposobu opisania świata przez tą pierwszą przyswoiłam sobie, to Tobias, znaczy Cztery, narratorem? Nie, mówię nie. Nic to nie wnosi. Każdy, tylko nie on. Nie wiem, Caleb, ktoś z Agencji, nawet Evelyn, ale nie Cztery, który nie skupia się aż tak bardzo na tym, co może zainteresować czytelnika. Jednak trzeba przeboleć to. Tak samo jak to, że po galopadzie wydarzeń w pierwszych tomach zwalniamy a na sam koniec przyśpieszamy i po tym wolnym kawałku jednak czuje się pewnego rodzaju zdziwienie opierające się na przeświadczeniu, że po co było to hamowanie.

   Z całej trylogii co mi się najbardziej podobało? Przemiany bohaterów. Trudno to uchwycić, jednak Tris dojrzewa na naszych oczach, chociaż w Wiernej może widać to w kluczowej scenie. Jednak najbardziej podobała mi się kreacja Tris w Niezgodnej. Właśnie tam przeszła największą zmianę i tam mnie najbardziej zaciekawiła. Tak samo jej matka i jej postawa. Tak, to mnie kupiło w całej trylogii.

   Komu poleciłabym całą trylogię? Temu, kto potrzebuje "lekkiego" przerywnika. Nie jest to ambitna seria, jednak porusza momentami trudne tematy, chociaż sposób ich podania jest stosunkowo lekki sposób. Polecam też osobom, które lubią zagmatwane tematy jak podział społeczeństwa i problemy z władzą oraz rebelie.

Tak, to koniec spontanicznego maratonu. Czy będzie kolejny? Raczej tak. Może nie od razu... albo i od razu, zaspokoję Was przed moim Egzaminem Ostatecznym (czytaj maturą). Trzymajcie się, może już nie ciepło, bo u mnie za oknem ludzie w cienkich sweterkach biegają. Dobrej nocy (bądź zaczytanego dnia, w zależności od tego, kiedy zobaczycie ten post).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz