wtorek, 14 czerwca 2016

Kerstin Gier, Błękit Szafiru

Dziś także będzie krótki wstęp tak jak w przypadku pierwszej części Trylogii Czasu o której możecie poczytać tutaj. Co w drugiej części spotkało Gwendolyn? Czy ona i Gideon są bliżej rozwiązania zagadki? O tym bliżej w tym poście. Zapraszam do czytania.


autor: Kersitn Gier
tytuł: Błękit Szafiru
tytuł oryginału: Saphirblau
rok wydania: 2011

   Gwendolyn Sheppard nagle dowiaduje się, że to ona, a nie jej kuzynka Charlotta może podróżować w czasie. Najlepszą rzeczą w całej sytuacji jest to, że prawie nikt nie ufa Rubinowi i posądza się ją o szpiegostwo. Czy może być coś lepszego w położeniu Gwen? Tak. Ona i Gideon mają się wybrać w podróż w czasie na "umówione" spotkanie. Nastolatka w bardzo krótkim czasie musi naczuć się tego, czego uczono Charlottę przez całe życie. Również okazuje się, że w całej zagadce swoją rolę mogą odgrywać Paul i Lucy, którzy nieźle namieszali, jednak nie wiadomo, gdzie oni są. Świeżo upieczona podróżniczka ma jednak wsparcie w swojej koleżance, Leslie i okazuje się, że podróże mogą prawdopodobnie pomóc jej zrozumieć obecny stan rzeczy, jeśli trafi się na właściwego rozmówcę? Czy zasada nie ufaj nikomu pomoże Gwen wytrwać w tym szalonym świecie, w który wplątała się przez to, że po prostu się urodziła z takimi a nie innymi genami? Czy może ufać Gideonowi? Czy wszystko jest jasne, jak twierdzą Strażnicy?

   Do Gwen i jej losów powracamy... w bardzo krótkim czasie od zakończenia pierwszego tomu. Jest to niezwykłe, ponieważ czytając zaraz po zakończeniu Czerwieni Rubinu można rozpocząć spokojnie Błękit Szafiru i nadal ma się wrażenie, że to ta sama książka. Jak dla mnie to pozytywne zaskoczenie, ponieważ zwykle jak czytam jakiś cykl to akcja kolejnego tomu nie zaczyna się zaraz po poprzednim. W sumie to wygląda jakby Kersitn Gier po prostu kliknęła "podział strony" i dlatego wyszedł drugi tom. Jeśli ktoś się wciągnął w poprzednią część prawdopodobnie nie zauważył różnicy w tym, że czyta kolejną książkę, ponieważ środkowa część jest również wciągająca. Na pewno plusem jest to, że chociaż Gideon i Gwen przeskakują w czasie to spotykane przez nie postacie są bardzo wyraziste dla swojej epoki, Jakoś nie odnosi się wrażenia, że coś tu nie gra, że coś jest sztucznego w bohaterach z przeszłości. Wątek Paula i Lucy również buduje pewną aurę tajemniczości całej akcji, która rozwija się już od samego początku. To raczej nic dziwnego ze względu na brak przeskoku czasowego w zakończeniu i rozpoczęciu Czerwieni Rubinu i Błękitu Szafiru. Czy coś jeszcze mnie nie dziwi po obu tych tomach? Może wątek miłosny, który jest tak ulokowany, że nie miałam ochoty wyklinać autorki. Tak, ja nie przepadam za cukierkowymi lub rodem z Mody na sukces wątkami miłosnymi. 

   Jak dla mnie ta seria mogłaby być trochę dłuższa. Druga część Trylogii Czasu podkręca to, co było w pierwszej części i przygotowuje na koniec szykujący się w Zieleni Szmaragdu. Sroki okładkowe na pewno urzeknie okładka tej części. Osobiście bardzo mi się podoba (może dlatego, że uwielbiam kolor niebieski) i przykuła moją uwagę. Skoro miałam przeczytać książkę, która miała kolor w tytule, która ma kontynuacje z kolorami w tytułach to stwierdziłam, że zaryzykuję i przeczytam. Nie powiem, że całość wbiła mnie w fotel (bo o tym powiem w czwartek) oraz nie powiem jeszcze jakie wrażenie wywarła na mnie całość. Po dwóch tomach jestem zadowolona, jednak główny powód, dlaczego tak się stało także wyjawię w czwartek. Na tę chwilę jeśli komuś się spodobała pierwsza część to i drugą się nie zawiedzie.

Tak, to tyle jeśli chodzi o Błękit Szafiru. Jest krótko, ale wszystkie moje odczucia pojawią się w czwartek razem z Zielenią Szmaragdu. Trzymajcie się, Polacy wygrali z Irlandią to i wy wytrzymacie do upragnionych wakacji i urlopów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz