sobota, 18 czerwca 2016

Kerstin Gier, Zieleń Szmaragdu

Ten wpis miał być w czwartek, jednak z wielu powodów pojawia się dopiero dzisiaj. Tak, to już koniec mojej przygody z Trylogią Czasu. Czy mi się podobała? Czy coś zmieniłabym? O tym w poście.

autor: Kerstin Gier
tytuł: Zieleń Szmaragdu
tytuł oryginalny: Smaragdgrün
rok wydania: 2012


   Zmierzenie się z rzeczywistością jest dla Gwen bardzo trudne. Właśnie przekonała się, że miłość potrafi być w niektórych rękach wykorzystana jako zręczne kłamstwo. Zrozpaczona czy nie podróżniczka w czasie musi zmierzyć się z kolejnymi faktami. O chronografie, Strażnikach, Lucy i Paulu czy też hrabi de Saint Germain. Nie tylko pannę Sheppard dopadają rozterki. Również Gideon musi stanąć twarzą w twarz z własnymi odczuciami. Z góry narzucone zadanie zamknięcia Kręgu poprzez wczytanie krwi wszystkich podróżników do drugiego chronografu schodzi na drugi plan. Bo co tak naprawdę będzie znaczyło zamknięcie tajemniczego Kręgu między innymi dla Gwendolyn, która ledwie uporała się z tym, że musi zastąpić swoją kuzynkę Charlottę przez zwykłą złośliwość losu.

   To już ostatnie spotkanie z Gwen i Gideonem. Coraz więcej spraw znajduje odpowiedź, której prawdopodobnie podróżnicy woleliby nie poznać. Panna Sheppard dostała wiele wsparcia od najbliższych jej osób przy poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące ją pytania, chociaż czasem bywa przez nich zraniona. Nie ma czasu aby przystanąć i spojrzeć na chłodno. Trzeba działać. Niezależnie, czy wiesz wszystko czy nic. Niezależnie czy Charlotta stara się mieszać szyki. Niezależnie, czy rozwiązanie zagadek może być brutalne. Po prostu. Jeśli nie będziesz działać, może zdarzyć się wszystko.

   Kiedy spotykamy najmłodszych podróżników po raz trzeci? Zaraz po zakończeniu akcji części drugiej. Tak, nadal ma się wrażenie, że po prostu wprowadzono podział strony. Jak widzimy świat Gwendolyn? Z jej perspektywy. Dowiadujemy się wszystkiego z jej ust. Dzięki temu wiadomo co czuje, kiedy odkrywa poszczególne elementy układanki związanej z chronografem, Kręgiem i podróżnikami. Dla mnie to ułatwienie w orientowaniu się, co się dzieje i jak widzi to bohaterka. Albo jak stara się to widzieć.

   Zieleń Szmaragdu kończy spotkania z Gwendolyn i Gideonem. Aż chciałoby się rzec, że chce się więcej. Tak w sumie jest. Pierwsze strony Czerwieni Rubinu przebrnęłam z trudem i z podobnym trudem kończyłam ostatnie strony Zieleni Szmaragdu. Choć wiem, że to nie jest możliwe przenosić się w czasie to gdym mogła zamienić się z jednym z bohaterów powieści, mój wybór padłby na Charlottę. Obie jesteśmy miłe inaczej. Jednak dlaczego nie Gwen? No cóż, aby wczytać krew do chronografu trzeba wykonać nakłucie. Właśnie ta perspektywa sprawia, że wolałabym być jednak Charlottą. Jej kłuć nie trzeba było po tym, jak to Gwenny ujawniła się.

   Czym zaimponowała mi powieść z wątkiem przenoszenia się w czasie? Mi, osobie po rozszerzonej historii? Może tym, że te wszystkie miejsca, w których panna Sheppard znajduje się po przeskoku w przeszłość nie są takie płaskie. Płaskie również nie są postacie. Począwszy od najlepszej przyjaciółki Rubinu, Leslie przechodząc do Gideona i kończąc na Lady Ariście. Każde z nich ma wady i zalety. Każde z nich ma swoją rolę w całej trylogii. Nie wszyscy dobrzy wydają się dobrzy i nie każdy zły jest złym. Ten dziwny realizm tych wszystkich zjawisk i miejsc sprawia, że nawet jeśli się opierasz to i tak ten świat wsysa cię do środka. Co śmieszniejsze nie widzisz niedociągnięć tego świata. Cieszysz się akcją.

   Rzadko sięgam po książki niemieckich twórców. Ostatnia pozycja, która nie była lekturą? Winnetou. Podkreślę, że to było bardzo dawno temu, Jednak pochłonięcie trylogii dedykowanej głównie dla młodzieży, która opowiada o zdarzeniach, które nie mają prawa się zdarzyć to jedno, ale poziom mojego zdziwienia wzrósł, kiedy sprawdziłam narodowość autorki. Może nadal kwalifikuję się na "powieści młodzieżowe" ze względu na mój wiek, jednak średnio odnajduję się na tej półce z książkami. Szczęśliwie moja upartość i tajemnica sprawiły, że przeczytałam. Jestem maniakiem tajemnic i kryminałów. Tu mam fantastykę zawierającą w sobie zawiłą tajemnicę. Tak, to główny powód dla którego przeczytałam całą trylogię. Bo chciałam poznać rozwiązanie. I tylko tyle.


Tak, to już koniec małego maratonu związanego z Trylogią Czasu. Czy planuję w najbliższym czasie pisać o kolejnych trylogiach? Raczej nie. Mogę zdradzić, że planuję jeszcze cztery wpisy w czerwcu związane z książkami i moimi odczuciami. W lipcu zaś postaram się wykonać jakiś tag. Jaki? Czekam na sugestie, z czym mam się bawić w ramach odstępstw od recenzji.

Trzymajcie się ciepło! Nawet jeśli u Was (jak i u mnie) leje deszcz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz