czwartek, 4 sierpnia 2016

Andriej Kurkow, Kryptonim "Pingwin"

Nie wiem, co podkusiło mnie do wypożyczenia tej książki. Jednak teraz uważam, że było warto. Jednak o czym jest Kryptonim "Pingwin" tak właściwie?

autor: Andriej Kurkow
tytuł: Kryptonim "Pingwin"
tytuł oryginalny: Смерть постороннего
rok wydania: 1996 (Ukraina)/2004 (Polska)

   Wiktor jest pisarzem. Ostatnio ma lekki kryzys twórczy, który stara się przełamać. Mieszka sam, bo zostawiła go jego wybranka. A nie, przepraszam. Sam to on nie mieszka. Jedni mają koty, drudzy mają psy a Wiktor ma pingwina królewskiego. Wabi się Misza. Jednak w wesołej twórczości Wiktora ma nastąpić przełom. W wesołej, o ile lubi się czarny humor. Mężczyzna ma pisać nekrologi. 

   Lubię kryminały i nietypowy humor. No cóż, pingwin jako zwierzątko domowe rozbroił mnie bardzo. Zresztą nowa praca Wiktora i jej dodatkowy aspekt... Ja nie wiem, kto chciałby, aby część jego pracy dotyczyła wizyt w nietypowym miejscu. Ponadto pingwin z depresją i spotkanie ze specem od tych zwierząt? No cóż, tego to ja się nie spodziewałam. Zresztą myślałam, że tytuł odnosi się do jakiejś akcji szpiegowskiej czy czegoś takiego, jednak strzelam, że można przypasować ten tytuł do pewnej imprezy, w której Misza uczestniczy. Bo oczywiście w tego typu okazjach potrzeba ludziom pingwina. Myślałam również, że pingwin to jedyny zwrot w życiu Wiktora. Naliczyłam się z trzech. Nowa praca, nowa istota w życiu i pewien nietypowy plan, który na sam koniec jest modyfikowany i rozwiązanie losów Wiktora i Miszy znajduje się w kolejnej książce. Którą także czytałam. Taki spojler. Wybaczcie.

   Dlaczego sięgnęłam po tę książkę? Może dlatego, że stanęłam bezradnie przed półką w bibliotece z książkami autorów byłego Związku Radzieckiego i tak widzę w tytule słowo pingwin. Nie czytałam z tyłu. Wzięłam, bo na okładce był pingwin. Nie wiedziałam na co się piszę, więc powieść z wątkiem kryminalno - humorystycznym okazała się ciekawą niespodzianką. Czasem powieść utykała i mnie nudziła, jednak sam pomysł jest tak nietypowy... Nie znam książek, gdzie pingwin jest nie tylko centrum wydarzeń towarzyskich ale i jest zwierzątkiem domowym. Tak, słyszałam o Lekcjach z pingwinem, jednak sam fakt przed jaką półką stanęłam i co mi się rzuciło w oczy powinno wszystko tłumaczyć.

   Komu polecam tę książkę? Głównie tym, którzy lubią pozycje ukraińskich pisarzy albo lubią książki z nietypowym tematem, wokół którego kręci się fabuła. Ewentualnie tym, którzy tak jak ja potrafią stanąć przed półką z książkami o nazwie literatura z byłego Związku Radzieckiego i szukają czegoś ciekawego do poczytania.


Trzymajcie się ciepło w te średnio letnie wakacje. Niezależnie od ich długości. No i jeszcze w tym tygodniu powinno pojawić się coś o Prawie ślimaka, czyli kontynuacji losów Wiktora i Miszy. Ponadto 17 sierpnia mijają trzy lata, o czym pewnie już wspominałam i wiąże się z tym wpis, który powinien pojawić się (i pojawi) własnie 17 sierpnia o 19:07. Równo trzy lata po opublikowaniu pierwszego wpisu. Mam nadzieję, że będzie on dla Was tak samo śmieszny, jak dla mnie. Zaczytanego dnia życzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz