poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Andriej Kurkow, Prawo ślimaka

Dziś kontynuacja losów Wiktora i jego pingwina Miszy, o których można przeczytać tutaj. Nie chcę przedłużać, więc zapraszam serdecznie na Prawo ślimaka Andrieja Kurkowa.


autor: Andriej Kurkow
tytuł: Prawo ślimaka
tytuł oryginalny: Закон улитки
rok wydania: 2002 (Ukraina)/2009 (Polska)

   Wiktor Zołotariow w wyniku nieprzyjemnych wydarzeń wyjechał zamiast Miszy na Antarktydę. Teraz chce to naprawić, ponieważ czuje, że zawiódł swego nielatającego przyjaciela. Jest tylko problem, bo pingwina nie ma w Kijowie. Jednak to nie wszystko, bo Wiktor tak naprawdę stracił swym wyjazdem wszystko. Okazuje się jednak, że jego pisarskie zapędy mogą się przydać i Zołotariow zostaje wciągnięty w kampanię wyborczą jako konsultant.  Mężczyzna nie traci nadziei, że odnajdzie Miszę, jednak co się stanie, jak odnajdzie go? Jak go odesłać do domu. W ciągu tych przemyśleń trop zaprowadzi Wiktora w miejsce, gdzie nie spodziewałby się odnaleźć przyjaciela.

   Prawo ślimaka jest kontynuacją Kryptonimu pingwin. Główny bohater po powrocie do ojczyzny czuje się zagubiony. Nie ma miejsca zaczepienia. Jest niczym ślimak bez skorupy. A takich właśnie ślimaków bez skorupy może spotkać przykry los. Każdy z nas potrzebuje ochrony. Nawet taki Wiktor, który chce po prostu naprawić wyrządzoną krzywdę. Jest tak zdesperowany, że szuka swego pingwina wszędzie i łapie się każdej okazji, która może przybliżyć go do tego. Tym razem determinacja Zołotariowa doprowadza go do celu i udaje mu się spłacić dług wobec swego nielatającego kompana, który często był tym "trzecim" przy kieliszku wódki na stypach.

   O ile w pierwszej części odnalazłam wątek kryminalny owiany czarnym humorem tu gdzieś ten humor zanika. Wątki kryminalne nadal zostają, jednak są mniej widoczne. Na pierwszy plan wychodzą zaś bardziej momenty, w których Wiktor jest zagubiony. Miasto, do którego powrócił po swojej nieobecności wydaje mu się obce. Niby zna to wszystko, jednak jest całkiem inaczej. Zresztą scena, w której chce jakoś znaleźć transport na Antarktydę dla Miszy i idzie do kafejki internetowej pokazuje jego zagubienie w nowej rzeczywistości. Jednak musi pamiętać daną mu przestrogę, że ślimak bez domku jest w niebezpieczeństwie i chyba głównie ta myśl przyświeca mu w całej tej podróży.

   Czy Prawo ślimaka jakoś zachwyciło mnie? Niezbyt. Zawsze mogło być lepiej. W trakcie czytania gubiłam się, gdzie ja jestem. Momentami strasznie się nudziłam i oczekiwałam końca danej akcji, jednak monotonia trwała od ciekawego momentu do kolejnego ciekawego momentu, jednak akcja jakoś nie utykała. Komu polecam? Może tym, którzy przeczytali poprzednią część i cierpią na kaca po lekturze czegoś ambitnego. Ot, taka niezobowiązująca pozycja.


Witam wszystkich po chwilowej przerwie! Za dwa dni powinnam wrzucić post rocznicowy i mam nadzieję, że się z nim wyrobię, ponieważ jest trochę rzeczy, które chciałabym Wam pokazać. Ponadto zbliża się powolutku październik w moim przypadku i myślę, że teraz jest najlepszy czas na przygotowanie się na zimę. Szczególnie, że w grudniu planuję coś ciekawego i szalonego za jednym zamachem. Trzymajcie się ciepło w to chłodne sierpniowe popołudnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz