poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Joanna Chmielewska, Wszyscy jesteśmy podejrzani

Ogólnie zostało przyjęte, że królową kryminałów jest Agatha Christie. Jednak każdy kraj ma własną Agathę Christie. U nas ten tytuł według mnie przypadł Joannie Chmielewskiej. Dlaczego? Może udowodni to ten kryminał, który dziś przedstawię. Panie i panowie, od dziś Wszyscy jesteśmy podejrzani.

autor: Joanna Chmielewska
tytuł: Wszyscy jesteśmy podejrzani
rok wydania: 1966


   Joanna pracuje w pracowni projektów architektonicznych. Marzy jej się napisać kryminał. Znalazła idealnego kandydata na denata, sposób pozbycia się go z tego świata a nawet miejsce zbrodni. Najlepsze jest to, że w jej pomysł odnalezienia zabójcy angażuje się kilkoro współpracowników, a jeszcze żywy denat najwidoczniej nie jest uszczęśliwiony, że padł ofiarą wyobraźni Joanny. Ba, na pewno szczęśliwy nie był także, kiedy go ostatecznie zamordowano. Najśmieszniejsze w całej tej sytuacji jest to, że sprawca postanowił wykorzystać pomysł Joanny. Problem w całej tej sprawie jest taki, że Joanna nie wymyśliła, kto ma zabić denata. Komu pomogła wyobraźnia kobiety?

   Czytając ten kryminał szczerze się uśmiałam. Dostajemy część akcji dzięki temu, że główna bohaterka wyobraziła ją sobie, jednak nie spodziewała się, że jej wyobrażenie zostanie wcielone w życie. Jeszcze weselej się robi, kiedy Joanna nie wiedziała jeszcze, kto zabił, a w rzeczywistości wszyscy mieli coś do zmarłego i jego śmierć mogła być komuś bardzo na rękę. Najśmieszniejsze jest również to, że bohaterka i osoby, z którymi bawiła się przed zabójstwem w rozwiązanie sprawy muszą stawić czoła sytuacji i znaleźć wyjaśnienie zdarzenia. Nawet jeśli służby zaangażują się w zagadkę kto jak nie współpracownicy wie, czym zawiniła ofiara?

   Autorka umieściła akcję w pracowni projektów architektonicznych. To środowisko było jej bliskie ze względu na to, że sama pracowała w takim środowisku i z wykształcenia była inżynierem architektem. Nic dziwnego, że łatwo było jej umieścić siebie jako bohaterkę i odtworzyć realia takiego miejsca i pewnego rodzaju specyfiki osób pracujących w tym miejscu. Aby nie czynić z miejsca zbrodni miejsca całkowicie mrocznego dodano trochę humoru. Przykład? Proszę bardzo.

- Te maszynistki chyba zwariowały. Ja mam u siebie kotki gnane parą.
- Co pan ma?!
- Kotki gnane parą.
- A co powinno być? - spytałam z szalonym zaciekawieniem, nie mogąc sobie tego w pierwszej chwili z niczym skojarzyć
- Kotły grzane parą.
- To jeszcze nic - oświadczył Janusz, również odwracając się od swojego stołu. - Raz mieliśmy w opisie technicznym takie zdanie: Pies stojący w kącie pokoju, kopcił tak strasznie, że trzeba mu było otwór zalepić gliną. Ładne, co?
   I tak, ja ten cytat sobie przepisałam do notesu z cytatami. Ukazuje on po części szaleństwo tamtego okresu pracy oraz to, jak zmienienie literek w niektórych wyrazach zmienia całkowicie sens zdania. Zresztą informacja o samym truposzu także wydaje się być zabawna, ponieważ w takim biurze słowem zwłoki określa się raczej opóźnienia, a nie kogoś zmarłego. Zresztą przedstawienie wszystkich postaci powoduje, że trudno odnaleźć winnego morderstwa. Nikt też nie chce się przyznać, że coś ma za uszami. Ah, te lata sześćdziesiąte...

   Komu mogę polecić tę książkę? Każdemu, kto lubi kryminały z humorem i chciałby poczytać trochę polskiej literatury. Nietypowy humor, gra słowna i prawie całkowite przepowiedzenie tragicznego w skutkach wydarzenia oraz dążenie do rozwiązania bez pomocy milicji - właśnie to ma ta książka do zaoferowania. I właśnie chyba to doceniłam najbardziej.


Zostały trzy dni do końca miesiąca, a ja znów raczę Was kryminałem. Niestety, w środę w ramach akcji Czytam nie tylko Amerykanów zabiorę Was w świat przedstawiony powieści poleconej mi... przez autorkę tej akcji. Tym razem celem wyprawy jest Finlandia. Ktoś może już się domyśla, o kim będzie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz