środa, 17 sierpnia 2016

To już trzy lata, czyli lekki Throwback Wednesday

Gyby nie Jan z bloga Soczek Pomarańczowy to kompletnie zapomniałabym, że niedługo mija trzy lata odkąd założyłam bloga. To już trzy lata. Nie chcę przedłużać, więc krótka geneza powstania bloga, archiwalne screenshoty ekranu i trochę wspomnień. Zapraszam serdecznie!


Trzy lata. Sto dziewiętnaście postów (łącznie z tym). Sześć tysięcy trzysta osiemdziesiąt osiem wejść. Siedemdziesiąt osób śledzi mnie na Facebooku, dwie zaś przez bloggera. Komentarzy nie liczę. Czy coś się wydarzyło szczególnego przez ten okres czasu? Może lepiej, abym zaczęła wyjaśniać genezę powstania bloga.

Mały magiczny świat? Mól Książkowy?

Mały magiczny świat, bo mam niewielką biblioteczkę (od momentu opublikowania pierwszego posta niewiele rozbudowała się). Mól książkowy nie dlatego, że pałaszuję stare książki w celu zniszczenia. Po prostu lubię czytać książki.

Co mnie skłoniło do otworzenia tego bloga?

Może chęć znalezienia innych moli książkowych? Na pewno bałam się, że nie odnajdę się w nowej klasie. Wiecie, nowa w mieście, liceum takie spore. Jednakże moje obawy zostały rozwiane, bo trafiłam do pokoju z trzema czytającymi dziewczynami. Zresztą z biegiem czasu okazało się, że w klasie jest więcej czytelników.

Kto jako pierwszy czytał mojego bloga?

Pierwsze czytelniczki to moje koleżanki z klasy. Potem się okazało, że na mojego bloga wpadły dwie dziewczyny z mojej szkoły (pozdrawiam!), z czego jedną spotkałam osobiście, ale miałyśmy utrudnioną możliwość rozmawiania.

Czy jest akcja, w której wzięłam udział?

Brałam udział w Polecajce Suomi Anne oraz w akcji Czytam nie tylko Amerykanów. Podjęłam się przeczytania 52 książek w rok oraz książek w tematyce wyznaczoną przez wyzwanie 55 podróży. Próbowałam podjąć się także trzech edycji BookAThonu (lato i zima 2015 oraz lato 2016).

Czy zmieniałam coś w wyglądzie bloga?

Kilkukrotnie. Na początku był standardowy szablon bez modyfikacji, potem był niebieski, skończyłam na bieli. I tak, posiadam jeszcze zarys nagłówka sprzed dwóch - trzech lat. Oto on.

(kliknij, aby powiększyć)

Z czasem jednak stwierdziłam, że wygląda zbyt poważnie i jest zbyt przekombinowane. Więc zaczęłam przekopywać jeszcze bardziej internet i po jakimś czasie zmieniłam po raz kolejny nagłówek. Ba, stworzyłam nawet jego świąteczną wersję.




Jak widać na powiększeniu drugiego z rzutów, po prawicy mego bloga była kolumna. Bardzo bogata kolumna. Jednak stwierdziłam, że czym dalej będę szła z blogiem, tym będzie ona dłuższa, więc wyniosłam autorów do menu i usunęłam ramkę z pozycjami, które powinny pojawiać się na stronce, jednak z tego również zrezygnowałam. Głównie dlatego, że i tak wrzucałam poza kolejnością książki. Ostateczny wygląd stanął na tym.

Ja, tagi i tego typu akcje.

Jedyną nominację, jaką dostałam, był Liebster Blog Award. Tagi zwykle robię według mojego widzimisię i te, które mi się podobają. Ostatnio zaczęłam oglądać amerykańskiego booktube'a i spodobał mi się jeden z tagów i mam nadzieję, że jest gdzieś jego polskie tłumaczenie.

Ja i ask

Mam blogowego aska (w kolumnie jest odnośnik). Rzadko pojawiają się pytania, więc rzadko na niego wchodzę. Poniżej screeny z najbardziej interesujących pytań/poleceń (książki możecie polecać tu w komentarzach, na Facebooku lub na asku).








Więcej dziwnych, śmiesznych lub poważnych odpowiedzi możecie szukać na asku. Możecie też tam sobie pośmieszkować ze mną, ja nie gryzę.

Skąd masz książki?

Głównie z biblioteki, czasem ktoś ze znajomych pożyczy, czasem coś dostanę, raz na ruski rok sobie coś kupię. A teraz uwaga, uwaga, pierwszy od trzech lat bookhaul razem z ckliwą historią, kiedy co kupiłam. Albo i nie.


Temat mojej pracy na Olimpiadę Literatury i Języka Polskiego dotyczył powieści epistolarnych. Miałam użyć dwóch różnych powieści (z dwóch różnych epok). Wybrałam Fiodora Dostojewskiego i Biednych ludzi i dość długo szukałam książki, której realia także są osadzone w Rosji. No i znalazłam takową i nie żałuję, że mam ją na półce. Muszę znaleźć chwilę czasu, aby ją przeczytać raz jeszcze i może jeszcze lepiej zrozumieć?
Bolesław Prus, Lalka; Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara; Honore de Balzac, Ojciec Goriot


 
Trzy lektury szkolne, każda ze streszczeniem. Trochę żałuję kupna tej wersji Zbrodni i kary, jednak w tamtym momencie innej nie miałam do wyboru. Lalkę kupiłam ze względu na to, że u mnie w domu jest jakaś samotna jej część, a ja jednak wolę mieć całość w jednym miejscu. Ojciec Goriot jest zaś lekturą poziomu rozszerzonego i niezbyt się polubimy. Aha, i zakładka w Lalce nie jest przez przypadek. Ja po prostu tam utknęłam, bo więcej Izabeli Łęckiej zdzierżyć nie mogłam.

 Agatha Christie, Dwanaście prac HerkulesaPo Sylwestrze wybrałam się do Biedronki. A tam książki po dziesięć złotych. Wzięłam wtedy tę książkę (recenzja jest podlinkowana). Oczywiście to były same wersje kieszonkowe. Trafiłam w pierwszej Biedronce w okolicy i wzięłam. Bo to Agatha Christie i dlatego, żeby sobie wynagrodzić Boże Narodzenie. Brzmi dziwnie, bo jak to wynagrodzić? Ano tak to, że to były nudne święta i mało wtedy czytałam. Oprócz tego kupiłam jeszcze trzy inne książki.Stieg Larsson, Dziewczyna, która igrała z ogniem I w tym miejscu nastąpił największy fail życia. Nie wiedziałam wtedy, że to drugi tom (wtedy) trylogii, a pierwszego tomu nie było. I tak nachodziłam się za pierwszą częścią do tego tomu, bo wersja kieszonkowa jest podzielona na dwie części każdy tom. Jednakże mam w daaalekich planach kupić sobie pierwszą część w normalnym wydaniu, a dla tych po prostu poszukam dobrego domu.Andrew Morton, Diana. Moja historiaTo książka zakupiona spontanicznie. Naprawdę nie wiem, dlaczego ją kupiłam. Może dlatego, że to biografia, ja ją kupiłam na początku 2015 roku i tam było wyzwanie, że przeczytam biografię. To także wersja kieszonkowa.E. L. James, Pięćdziesiąt twarzy GreyaCoś, co kupiłam po moich osiemnastych urodzinach nie wiedząc nawet, o czym to jest. Stwierdziłam, że skoro moja koleżanka z klasy to czyta, to musi być ciekawe. I było. Lepszej komedii w życiu nie przeczytałam. Mam ochotę przeczytać jeszcze raz, bo naprawdę się ubawiłam. I zanim zaczniecie - znam Złe książki i słuchałam po kilkadziesiąt razy analizy tej pozycji. Ja się uśmiałam, inni mogli dostać depresji.Veronica Roth, NiezgodnaKupiłam ją w Biedronce. Była tylko z taką okładką, więc stwierdziłam, że niech się dzieje wola nieba. Zresztą była nawet w przystępnej cenie (wiem, że niektórzy łapią książki po pięć złotych, jednak kupić coś za 20 złoty, kiedy cenę na okładce ma równą 38 to też jest wynik). Oczywiście kupienie pierwszej części z taką okładką wymusiło kupno kolejnych z takimi samymi.Veronica Roth, ZbuntowanaW drugiej klasie polonistka wystawiła grupę olimpijek z mojego rocznika do konkursu z wiedzy o języku polskim. Byłam w tej drużynie i wygrałyśmy. W paczce prezentowej obok długopisu czy koszulki z logiem Uniwersytetu Zielonogórskiego była karta podarunkowa do Empiku. I tak wzbogaciłam się o kolejną część tej trylogii oraz o dwie inne książki.Dmitry Glukhovsky, Metro 2033

Kiedy kupowałam pierwszą część Metra dostępna była ta wersja okładki. Bardzo mi się ona podoba. To moja pierwsza książka z gatunku postapokaliptycznego, która mnie tak bardzo wciągnęła. Zresztą to pierwsza książka skończona w tym roku kalendarzowym. Była taka noc, że nie spałam, bo byłam zbyt przerażona miejscem, do którego dotarł Artem. Fakt, że coś mi się aż tak spodobało spowodował, że zapragnęłam kupić kolejną część (to było jakoś marzec - kwiecień i Metro 2035 nie zostało wydane jeszcze w Polsce).
Mario Puzo, Ojciec chrzestnyPonoć klasyk, którego ani nie czytałam, ani nie widziałam. Wiem, pewnie lecą na mnie fochy od fanów, jednakże... ja zbyt nie lubię tego typu filmów. Jednakże doznałam olśnienia i stwierdziłam, że chyba czas to zmienić. I jak stwierdziłam tak uczyniłam stojąc przy półce z wydaniami kieszonkowymi w Empiku.Jane Austen, Rozważna i romantycznaKolejne życiowe wyzwanie, bo nie lubię romansów. Książka zakupiona, a jakże, w Biedronce. Wtedy w sprzedaży była jakaś seria książek i wybrałam na chybił trafił. Początkowo w ramach wyzwania 55 podróży chciałam przeczytać Dumę i uprzedzenie. Ale wzięłam tę książkę i teraz ją czytam. Ponad rok.Dmitry Glukhovsky, Metro 2034
Ostatni mój zakup w ciągu tych trzech lat. Trochę z okazji imienin, trochę w nagrodę za zdaną maturę i trochę dlatego, że patrzę na bonito.pl, że jest 5 egzemplarzy. I wtedy słynne Helena, mam zawał (pozdrawiam autorkę Nie-lotnych, u których to sztandarowe powiedzenie bohaterki), bo nowe wydanie mi się nie podoba i chyba trzeci tom opakuję w szary papier. Jednak udało mi się. Matura zdana, imieniny udane, egzemplarz złapany. Teraz czas przeczytać tę część.
Czy mam jakieś zaległości z tekstami?

Nie, wcale. I nie sugerujcie się tym, że Metro 2033 przeczytałam w styczniu a mamy sierpień. Po prostu w drugiej klasie miałam dwie olimpiady, w trzeciej maturę i zrobiła się kumulacja. Mam nadzieję jednak nadrobić wszelkie zaległości.

Czy pisałam kiedyś o czymś innym niż książki?

Tak, miałam serię postów pisanych na pierwszy dzień miesiąca. Jednak od momentu otworzenia drugiego bloga (klik!) moje żale, emocje i tego typu sprawy przeniosłam właśnie tam. Raz pisałam o płycie. Historia długa i zawiła, ale kiedyś ktoś szukał na bloga traktującego o muzyce osoby do pisania tekstów. Projekt nie wypalił, tekst na dysku został, to się nim podzieliłam. Pisałam też chyba o filmach i serial się nawet pojawił. Spoiler alert: w tym miesiącu powinnam skończyć drugi sezon pewnego serialu i się podzielę nim na blogu.

Czy pamiętam mój pierwszy post? A najpopularniejszy?

Pierwszy post o ile pamiętam, był związany z Agathą Christie. Dodałam go 17 sierpnia 2013 roku o 19:07 (czyli mam lekki poślizg). Wtedy to pisałam o Porze przypływu i w planach mam przeczytać tę książkę raz jeszcze i porównać moją opinię z "dzisiaj" i z "wczoraj". Najpopularniejszy post to... opracowanie Cierpień młodego Wertera. Dwa pozostałe posty to Requiem dla króla zbrodni oraz tekst o Ostatniej piosence w wersji książkowej. Po prostu magia.

Czy jest coś, czego żałuję? A może chcę coś zmienić?

Nie żałuję niczego. Jestem zadowolona ze wszystkiego. Te trzy lata sprawiły, że zaczęłam pisać lepiej. Zaczęłam czytać więcej. Stałam się bardziej otwarta na ludzi (chociaż nadal jestem zamknięta). Nie nawiązałam żadnej współpracy z wydawnictwem. Nie przeniosłam bloga na domenę. Nie byłam na żadnym spotkaniu blogerskim. Jednak wierzę, że jest jeszcze wiele przede mną. Wszystko się może zdarzyć. Cieszę się, że wypracowałam to wszystko, co obecnie widzicie. I raczej nie przeniosę się na youtube'a (aż taka odważna nie jestem). Trochę żałuję, że nie udało mi się do tego postu wepchnąć wycieczki po moich półkach książkowych, jednak wiem, że kiedyś to nadrobię.

Czy ktoś chce jeszcze coś dodać?

Rzuciłam na twitterze i wśród znajomych luźne zapytanie. Były odezwy i mam zgodę na zacytowanie ich tutaj.

Magda (tworzy na Wattpadzie i polecam Disconnected // a.i i chociaż nie jestem fanką 5 Seconds of Summer to jednak lubię ten tekst):

Czytam tego bloga w sumie odkąd poznałam jego właścicielkę. Niektóre recenzje popieram, z innymi się nie zgadzam, jeszcze innych kompletnie nie rozumiem. Ale to chyba tylko ja; mój umysł jest czasem zbyt ogarnięty. W każdym razie, serdecznie gratuluję Ani trzech lat bloga, a życzę jej kolejnych trzech i rychłego naprawienia zdjęć w postach.


Za świeża jestem, aby się wypowiadać. Mogę tylko napisać: keep going! :)


Najprościej jest powiedzieć, że jeśli chcesz pisać to pisz, ale każdy kto napisał w życiu choćby jedno słowo więcej niż trzeba było, aby wyrobić normę człowieczeństwa wie, że to nie jest taka prosta sprawa. Często łapię się na tym, że historię, którą piszę, chciałbym przeczytać w książce, a nie wymęczyć w kraciastym kołonotatniku, a potem jeszcze raz wymęczyć w programie o szumnej nazwie "SŁOWO". Zawsze potem nadchodzi jednak moment realizacji, a wiedzieć trzeba, że bardzo cenię takie momenty i pojawia się myśl "gościu, nikt z ciebie tego nie napisze, do cholery" - trudno mierzyć się z jej logiką, ja się nie mierzę, pewnych myśli trzeba po prostu posłuchać. Reasumując - jeśli chcesz pisać, to pisz, a jeśli nagle nie chcesz pisać, to też pisz, nie warto "kryzysem twórczym" pracować na wyrzuty sumienia.

Chcesz się dołączyć? Wystarczy, że w komentarzu dopiszesz kilka słów od siebie. Niezależnie czy tu na blogu, czy na twitterze a może nawet na Facebooku. Dzięki wielkie za to, że jesteście ze mną, że mnie czytacie. Mam nadzieję, że nasza przygoda szybko się nie skończy. Trzymajcie się mocno!


PS. To, że nasi odpadli z IO w Rio w siatkę nie oznacza, że nie mamy prawa być z nich dumni.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz