sobota, 20 sierpnia 2016

Totally didn't book tag

Wspomniałam w poście na trzecie urodziny, że planuję pewien tag. Trafiłam na niego oglądając ten filmik. Napotkałam się na pewien problem związany z tym tagiem. Nie znalazłam pytań po polsku. Jednak jakoś zdałam maturę z angielskiego i z pomocą znajomego (dzięki Prawieangliku) udało mi się przełożyć to na nasze. Oczywiście, aby nie było wątpliwości, o co mogło chodzić w pytaniu dorzucam jednocześnie oryginalne pytanie. No to co, czas na Totally didn't book tag.

1. Książka, która nie powinna była mieć swojej kontynuacji (Totally didn't need to have sequel/sequels)

Miałam wątpliwości, co tu wstawić, jednak stwierdziłam, że wolę w tym wypadku użyć Kryptonimu "Pingwin" oraz Prawa ślimaka Andrieja Kurkowa. Prawdopodobnie znalazłabym inne przykłady serii, które nie powinny być kontynuowane. Dlaczego stawiam na te książki? Może dlatego, że losy Wiktora i Miszy były o wiele ciekawsze w pierwszej części niż w drugiej. W Prawie ślimaka bohater starał się odkupić swoją winę wobec Miszy. Nie pogniewałabym się, gdyby akcja stanęła w miejscu, w którym żegnamy się z Wiktorem i nie było kontynuacji. Rozumiem jednak, że kogoś mogło ciekawić, co dalej z Miszą. Dla mnie jednak to mocno naciągnięta kontynuacja.

2. Książka, w której narracja nie powinna być prowadzona z więcej niż jednego punktu widzenia (Totally didn't need to have more than one more point of view)


Czytałam pierwszą część tej serii, w której pojawiła się ta sama fabuła, ale widziana z punku widzenia drugiej osoby. Mówię tu o Pięćdziesięciu twarzach Greya oraz Greyu. Smutek zawitał na mojej twarzy, kiedy dowiedziałam się, że ta trylogia ma jeszcze jedną część. Tylko, że z perspektywy Christiana. Stwierdziłam, że to kulka w łeb czytać o tym samym z jego perspektywy. Jednak stwierdziłam, że doczytam tę trylogię do końca to i dodatkowe obciążenie w tej postaci będzie sympatyczne. Jednak wolę nie mieć otwartych serii i poświęcę kawałek mojego życia na zamknięcie tego rozdziału.

3. Książka, która nie potrzebowała zmiany okładki w środku serii (Totally didn't need to have to change cover art through the middle of a series)

A w tym wypadku na sam koniec. Mówię tu o Metrze 2035 Dmitrija Głuchowskiego, które ukazało się pod koniec zeszłego roku i wywaliło mi życie do góry nogami. We wpisie na trzecie urodziny pokazywałam wam pierwsze dwie części Metra. Nie posiadam tylko ostatniej. Jak ją kupię, to moja kolekcja będzie wyglądała jak na załączonym obrazku. I tak, wiem, że w listopadzie weszła do obiegu cała trylogia w nowych okładkach, jednak pierwszą część kupiłam w marcu 2015 roku i cały czas patrzyłam jak zaczarowana w Metro 2034. Po otrzymaniu wyników z matury musiałam zdecydować, którą wersję okładki do drugiej części wezmę i zdecydowałam, że jednak starą. Jak dla mnie bardziej oddaje klimat metra. Dodam też, że ostatnio swoją frustrację wylewał mój kumpel (pozdrowienia), że jego Diabelskie maszyny się nie zgadzają okładkowo i sytuacja jest identyczna.

4. Książka, która nie potrzebowała trójkąta miłosnego (Totally didn't need a love triangle)

Tę relację według mnie można określić trójkątem. Ona kocha jego, on okazuje się jej nie być pisany, więc ona idzie w ramiona swojego kumpla, który myślał, że tkwi we friendzonie. Tak, chodzi mi o Clary, Simona i Jace'a z Miasta kości. Starałam się opuścić spojler, aby nie było, że zdradzam najlepsze. Jednak w tym trójkącie najbardziej irytujący jest Jace. W sumie nie tylko w trójkącie, bo w drugim tomie także mnie denerwował. Również Clary do najbardziej lubianych przeze mnie postaci nie należy, a w całej tej sytuacji współczuję Simonowi bo tak czy siak utknął we friendzone, a stamtąd ponoć trudno się wydostać.
5. Książka, która nie powinna być wliczona do serii (Totally didn't need this book to be included in this series)

Tym razem Losing hope Colleen Hoover. Jak dla mnie jest to naprawdę zbędna książka. Niczym wspomniany wyżej Grey opowiada to samo z perspektywy drugiego bohatera. Tylko że w tej pierwszej jest zaznaczone, że to opowie Christian, a tu liczysz na kontynuację. Której nie ma.
6. Książka, która nie potrzebowała zawieszenia akcji (Totally didn't need a cliffhanger)

Lubię ciekawe książki, ale kiedy coś kończy się w najmniej wygodnym miejscu i musisz szczerze zastanowić się co będzie dalej. Akcja została tak zawieszona, że człowieka szlag może trafić i dopiero kontynuacja pozwala człowiekowi stwierdzić, co wybrała Mia. Z jednej strony te zawieszenie powinno definitywnie zakończyć tę historię, jednak z drugiej strony pozwoliło to wprowadzić kontynuację, która raczej nie mówi od razu, co postanowiła dziewczyna, jednak można strzelać w ciemno.
7. Książka, w której narracja powinna była być prowadzona z więcej niż jednego punktu widzenia (Totally didn't need to have just one point of view)

Ta książka w sumie oprócz słów narratora zawiera elementy dziennika. Tak, mówię o Lalce. Myślę, że gdybym mogła poznać tę historię z perspektywy Ignacego Rzeckiego, Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej. Szczególnie z perspektywy dwójki ostatnich, ponieważ w tok historii wpleciony jest pamiętnik tego pierwszego. Ponoć Prus chciał nazwać tę powieść jako Trzy pokolenia i mogłoby być ciekawe, aby ukazać to z trzech perspektyw całą tę historię ze staraniem się o Izabelę Łęcką oraz wprowadzanie pozytywistycznych haseł w życie.

8. Książka, która nie zasługiwała na szum medialny (Totally didn't need that much hype)

Krótko i na temat. Nie rozumiem popularności tego.
9. Książka, która nie powinna była odnosić się do innej popularnej pozycji (Totally didn't need a relative book reference (Fo example: Hunger Games fan would love Divergent)

Miasto kości po raz kolejny. Wiem, że powtarzam tę samą okładkę, ale jest tu pewna rzecz, której na tamtej nie ma. Jest to niejako rekomendacja Stephanie Meyer. Jak większość dobrze wie, pani Meyer napisała Zmierzch. Nie czytałam jeszcze tej książki i wątpię, czy będę czuła to samo, co czuję do Miasta kości, a w szczególności do wymienionego na okładce w tekście Jace'a.
10.   Książka, która nie zasługiwała na moją uwagę (Totally didn’t deserve my time)

Tu będzie bez zdjęć. Bo i Hopeless i Losing Hope, a jeszcze trzecia część do zamknięcia mi została.

W tym momencie powinnam zakończyć ten tag i kogoś nominować. To ja stawiam te wyzwanie dwóm osobom, które przyszły mi do głowy jako pierwsze, czyli Ani z Biblioteczki Suomi i Przyczajonego Hasacza. Mam nadzieję, że te tłumaczenie nie przeraża. No i kto jest chętny, ten również może ten tag wykonać. Trzymajcie się ciepło i zaczytanego weekendu życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz