czwartek, 22 września 2016

#2 W przerwie na reklamy. Agentka Carter

Jeśli oglądam jakiś serial, to na pewno jest on z czyjegoś polecenia. Tak samo było z tym serialem. Po blisko trzech sezonach Sherlocka stwierdziłam, że czuję pustkę, a Elementary błąkało mi się gdzieś z tyłu głowy. Wtedy spadło na mnie olśnienie i ciche szepty podsuwające jeden serial. Agentka Carter.

tytuł: Agentka Carter
tytuł: Marvel's Agent Carter
emitowany: 2015 - 2016 (Stany Zjednoczone, Polska), zakończono emisję po osiemnastu odcinkach
w roli tytułowej: Hayley Atwell

SEZON PIERWSZY

   Druga połowa lat 40. XX wieku. Peggy Carter (Hayley Atwell) pracuje w SRR. Oficjalnie jednak jest telefonistką. Tak, SRR to pozostałość po wojnie. W nowojorskim biurze tej organizacji jest jedyną kobietą i jej rolę ograniczono do parzenia kawy i przynoszenia kanapek. Jednak jest ktoś, kto pamięta kim była panna Carter w czasie wojny. Jest to Howard Stark (Dominic Cooper), którego oskarżono o sprzedaż swoich wynalazków dla obcych rządów. Jednak on twierdzi, że jest niewinny i Peggy musi godzić swoją pracę jako przynieś - odnieś - pozamiataj z rolą szpiega. Howard do pomocy zostawia swojego służącego, Edwina Jarvisa (James D'Arcy). Po drodze odkrywa, że na projekty Starka czyha organizacja Lewiatan, zaś wróg czai się za ścianą i wygląda dość niewinnie. Jednak okazuje się, że tajna misja agentki Carter może zostać zdemaskowana, bo w biurze oprócz niej zmarginalizowaną rolę pełni Daniel Sousa (Enver Gjokaj), powojenny inwalida, który zaczyna łączyć fakty. Poza sceną poszukiwań Starka znajdują się Angie (Lyndsy Fonseca), która wie o Peggy tylko tyle, że jest telefonistką i Dottie Underwood (Bridget Regan), nowa mieszkanka pensjonatu dla młodych dam. Tylko, że jedna z nich gra całkiem inną rolę, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać...

SEZON DRUGI

   Daniel Sousa pracuje w Los Angeles jako szef tamtejszej SRR. Sprawa zamarzniętej kobiety w jeziorze, które także zamarzło powoduje, że kontaktuje się z Jackiem Thompsonem (Chad Michael Murray), nowym szefem nowojorskiego SRR i prosi go o przysłanie kogoś do pomocy. Ten decyduje się przybyć razem z Peggy Carter odsuwając ją od sprawy rozpracowania radzieckiego szpiega. Na podstawie badań ciała okazuje się, że trop wiedzie do Isodane Energy. Na miejscu Peggy poznaje Jasona Wilkesa (Reggie Austin), który podsuwa im trop. Punktem zawieszenia staje się Calvin Chadwick (Currie Graham) i jego małżonka Whitney Frost (Wynn Everett). Agentka Carter ma znów oparcie w niezastąpionym Edwinie Jarvisie, ponieważ Howardowi zamarzyło się życie w Hollywood. Nowe zadanie daje możliwość Peggy poznania się z żoną swojego wspólnika w zbrodni, Aną (Lotte Verbeek). Chcąc czy nie chcąc agentka Carter musi prosić o pomoc Dottie. W sprawie swoje palce macza również Vernon Masters (Kurtwood Smith), mentor Thompsona. Żadne z nich raczej nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo poważna może być sprawa związana z dziewczyną z jeziora. Dodatkowo Peggy odkrywa, że być może Steve nie musi być ostatnim mężczyzną, którego może obdarzyć uczuciem.

   Nigdy nie oglądałam produkcji związanych z Marvelem. Nie wiązałam z tym serialem wielkich nadziei. Spojrzałam na liczbę odcinków i sezonów. Stwierdziłam, że będzie łatwo i po bólu. No cóż, łatwo nie było i ból został. Bo przyzwyczaiłam się do Peggy Carter i tego, jak walczyła z marginalizacją przez kolegów z pracy. Patrząc na Peggy, Angie, Dottie czy też w drugim sezonie na Anę czuć było te lata 40. Głównie dlatego, że ubrane i uczesane w ten sposób panie przypominały mi czasy, kiedy musiały znów stać się tylko kobietami, bo chłopcy wrócili z wojny. Każda z nich musiała sobie jakoś radzić.

   Cała historia jest prosta biorąc pod uwagę, kto jest bohaterem. Ta rola przypada Margaret "Peggy" Carter, która pracując dla tajnej organizacji musi stać się podwójnym szpiegiem. Brzmi typowo, jednak ujęcie całej akcji w osiem odcinków - problem Howarda, zwerbowanie Peggy, tajemnicza organizacja i wyjawienie całej tajemnicy. Zapisanie tego w scenariuszu w taki sposób, aby było ciekawie musiało być sporym wyzwaniem. Tak samo jak spisanie pomysłu na drugi sezon w dziesięć odcinków. Dwie potężne akcje i sposób ich realizacji potrafią niesamowicie wciągnąć. Największym atutem tych osiemnastu odcinków jest właśnie Peggy Carter, agentka SSR, która zna swoją wartość i nie interesuje jej, co inni o tym sądzą. Wcielająca się w jej rolę Hayley Atwell potrafi tak się wbić w umysł, iż trudno mi widzieć w tej roli kogo innego. Oraz ten czerwony kapelusz, który często na fanartach się pojawia. Tak, twarz Hayley Atwell i ten kapelusz to atrybuty Peggy i chyba pierwsze, co mi się będzie z nią kojarzyć. Tak samo jak pozostali aktorzy. Widziałam ich po raz pierwszy i prawdopodobnie przez długi okres czasu będę ich łączyła głównie z tym serialem.

   Co do męskiej części ekipy z SSR... Jedyną osobą, której nie wyklinałam w pierwszym sezonie był Daniel Sousa, jednak i na nim wieszałam koty... tak jakoś od połowy drugiego sezonu i pod koniec pierwszego. Po prostu męska część (w sumie prawie całe SRR) zachowywało się w stylu o Carter, wojna się skończyła, idź sobie do domu obiadki gotować. Peggy spadła w hierarchii do zera, ba nawet Sousa, inwalida wojenny był niewiele lepiej traktowany od niej. Tylko dlatego, że był mężczyzną. Jednak jak się okazuje w obu sezonach, agentka Carter potrafi więcej, niż można by myśleć widząc ją.

   Czy polecam ten serial? Trudno powiedzieć. To tylko osiemnaście odcinków. Osiemnaście odcinków pełnych emocji i akcji. Trzeba jednak szykować się na to, że człowiek się przywiązuje i nagle pac. Koniec. Więcej przygód Peggy, Sousy, Jarvisa czy nawet Starka nie zobaczymy. Jeśli ktoś jest gotowy na taki ból, to zapraszam, tylko aby nie było, że nie ostrzegłam.


Witajcie w drugiej odsłonie Przerwy na reklamy. Tym razem przybywam z dwoma sezonami Marvel's Agent Carter, które oglądałam na otarcie łez po trzech sezonach Sherlocka i odcinku specjalnym. W tym momencie, w którym pojawi się post już wiem, że będzie czwarty sezon. Ponadto wciągnęłam się w kolejny serial o Sherlocku - Elementary o którym będę również pisała na blogu, jednak raczej będę to czyniła po jednym sezonie. Dlaczego z Sherlockiem oraz Agentką Carter postąpiłam tak, że w pierwszym przypadku opisałam emocje po trzech sezonach, a w drugim po dwóch? Może głównie dlatego, że w grę wchodzi liczba odcinków. Tak, to główny argument. Mam również nadzieję, że od października będę miała odrobinę czasu na oglądanie tych wszystkich seriali, jednak ponoć człowiek zorganizowany ma czas na wszystko. Trzymajmy się tej myśli i pamiętajmy, że jesień to dobry pretekst do siedzenia pod ciepłym kocem z herbatą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz