środa, 28 września 2016

J. K. Rowling, Harry Potter i więzień Azkabanu

Przypomniało mi się coś ciekawego. Przeczytałam wszystkie siedem książek o Harrym Potterze, ale napisałam tylko o dwóch. Od opisania drugiego tomu minęło sporo czasu. Trzeba to nadrobić. Dziś będzie o Harrym Potterze i więźniu Azkabanu. Zapraszam.

autor: J. K. Rowling
tytuł: Harry Potter i więzień Azkabanu
tytuł oryginalny: Harry Potter and the Prisioner of Azkaban
rok wydania: 1999 (Wielka Brytania)/2001 (Polska)

   Dla Harry'ego ma rozpocząć się już trzeci rok nauki w Hogwarcie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie kłótnia z wujostwem, efektem czego chłopiec ucieka z domu, a kłamstwo wychodzi na jaw. Będąc już poza posiadłością Dursleyów dowiaduje się, że z Azkabanu uciekł groźny przestępca, który może czaić się na życie Harry'ego. To Syriusz Black. W celu zapewnienia bezpieczeństwa w pociągu do Hogwartu pojawiają się Dementorzy, strażnicy Azkabanu. Po przyjeździe na miejsce Harry oraz jego przyjaciele, Hermiona Granger i Ron Weasley dowiadują się, że obrony przed czarną magią będzie ich uczyć od tego roku Remus Lupin. Ponadto dodatkową atrakcją w trzecim roku nauki obok pelerynki - niewidki jest Mapa Huncwotów, którą Harry dostał od bliźniaków Weasleyów. Czy młody czarodziej z błyskawicą na czole uniknie spotkania z Syriuszem? Kim są albo byli Huncwoci? Czy może ktoś inny czai się na Pottera?

   Zacznę może od środka, czyli od Syriusza Blacka. Jakoś jak się pojawił na początku stwierdziłam, że jego rola zmieni się o 180 stopni oraz pojawi się jeszcze jakiś inny czarny charakter. Ponadto Syriusz okazuje się być ojcem chrzestnym Harry'ego, co powoduje, że chłopak jest pogubiony. Ale jak to, człowiek, który jest jego ojcem chrzestnym siedzi w Azkabanie. Jego dzieciństwo i tak było zagmatwane, bo rodzice byli czarodziejami, a on pokonał w niemowlęctwie Lorda Voldemorda to jeszcze ktoś, kto powinien być dla niego opoką wylądował w więzieniu pełnym Dementorów. Którzy doprowadzają młodego Pottera do omdleń. I tu z pomocą przybywa Remus Lupin, który postanawia pokazać adeptowi magii pewną sztuczkę, która może pomóc zwalczyć tych mrocznych strażników.

   Długo zastanawiałam się, kim są Huncwoci. Według instrukcji od bliźniaków, trzeba było przysiąść, że knuje się coś niedobrego. Skoro mieli ją Fred i George, to znaczy, że mapę stworzyła grupa łobuziaków. Dalej właścicieli tego przedmiotu można poszukiwać wśród osób, które znały Snape'a w młodości. Snape z jakiegoś powodu nie lubi Harry'ego. Z powodu jego ojca. Kimkolwiek mógłby być James Potter w tej gromadzie, to dojście do tego, kto razem z nim wliczał się do Huncwotów, chociaż było z górki - skoro James był Gryffonem, to najlepiej właśnie tam szukać pozostałą trójkę. Sama geneza przezwisk Huncwotów także jest skomplikowana bez znajomości kim byli i skąd się wzięły. Tu także może przydać się umiejętność łączenia faktów, czyli stosunek Snape'a do jednego z nauczycieli i tego, że Severus wiedział co się działo z tą osobą co miesiąc.

   To było moje trzecie spotkanie z Harrym i jego losami. Musiałam bardzo się nagłowić przy Huncwotach, chociaż stwierdzenie, co z Syriuszem przyszło prosto. Nie ukrywam, że podobało mi się wkręcanie w ten świat oraz lekcja Remusa z walką z boginem. Wtedy ukazała się pełnia księżyca i stwierdziłam, że to dziwne, że dorosły facet boi się pełni, jednakże dalszy ciąg historii rozwija wszelkie wątpliwości. Ponadto pojawiają się kolejne elementy świata czarodziejów jak Dementorzy, Azkaban czy też animagowie. Także obserwowanie, jak bohaterowie dojrzewają (no, bliźnięta Weasleyów niezbyt) było przyjemne. No cóż, to nie było dojrzewanie od razu, tylko stopniowe. Tak trochę jak obserwują nas rodzice, kiedy dorastamy. Tak myślę, że to przyjemne doświadczenie. Jeśli czytają mnie jacyś rodzice, niech to potwierdzą.


Witajcie! To już prawie koniec września, a wczoraj odnotowałam siedem tysięcy wyświetleń. Dziś mam dla Was klasyk, który z całego cyklu o dziwo lubię i sobie cenię, bo podkreśla jak ważne jest nieocenianie ludzi po pozorach. Tymczasem ja idę po ciepłą herbatę i sięgam po ciekawą książkę, dopóki mam tyle czasu ile potrzebuję na czytanie. Trzymajcie się!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz