piątek, 14 kwietnia 2017

Katarzyna Michalak, Rok w Poziomce

Sławetna książka na YouTube ze względu na pojawienie się w cyklu Złe książki. Czy ona naprawdę może być zła? Jakie miałam odczucia? Zapraszam.


autor: Katarzyna Michalak
tytuł: Rok w Poziomce
rok wydania: 2010


   Ewa jest singielką, która ma już trzydzieści dwa lata i marzy o małym białym domu. Ponadto nie ma stałego zatrudnienia. Jednak znajduje swój domek z marzeń, ale musi mieć pieniądze na dom. Udaje się nawet do Andrzeja, jednak ten oznajmia jej, że pożyczy jej potrzebną kwotę na lokum, jeśli... założy wydawnictwo. Aby było śmieszniej, Ewa nigdy nie kierowała tego typu przedsiębiorstwem i dostaje deadline na znalezienie bestselleru - trzy miesiące. Aby dotrzymać obietnicę ogłasza konkurs na powieść. W ten sposób spotyka Karolinę, jednak przez splot wydarzeń okazuje się, że życie Ewy może się skomplikować.

   Kto przebrnął przez Złe ksiażki ten wie, czego można się spodziewać w tej książce. Jeśli mówić o American dream to przynajmniej niech to będzie logiczne. Ewa marzy o białym domu. Małym białym domu. Logicznym jest, że się go szuka po całej Polsce. Aby spełnić swoje marzenie o lokum zgadza się założyć wydawnictwo. I zaczyna się absurd, bo ona robi research i wie sporo o rynku wydawniczym, logo robi bazgrząc w notatniku, a Katarzyna Michalak podsuwa jej obiecującą debiutantkę. Jak do cholery? Zacznijmy od początku. Takiej rzeczy w jedną noc się nie odnajduje w sieci jak to, jak wygląda i działa rynek książek. Ja robiąc research do opowiadania tydzień spędziłam na szukaniu tego, jak wygląda edukacja w kraju, gdzie chcę umieścić akcję, a raz spędziłam miesiąc poszukując jak wyglądają stroje z miedzywojnia. To nie jest opis procesu fotosyntezy, tak myślę. Pomijam wydawnictwo, bo to tak szybko raczej nie idzie. Logo w notatniku. Ja rozumiem, że są osoby ze smykałką plastyczno - artystyczną, ale mieć plan na nie. Jest też radosna scena robienia okładki książki. Też idzie to cholernie szybko. Za szybko. Ładnej grafiki nie robi się tak po prostu, jak otwiera się drzwi. Inna zabawna scena? Andrzej wydrukował internet.

   Co ja mogę powiedzieć o tej książce? To, co robi Ewa jest cholernie nielogiczne. Cała ta książka jest cholernie nielogiczna. Tempo, które występuje w tej książce... To tak jakby się włączyło tempo na poziomie trzy. Nie półtora. Trzy. Książka w tempie trzy pełna dziwnych zwrotów akcji. Tak, bo szara dziewczyna w końcu znajduje dom, potrzebuje pieniędzy i bach, znajomy proponuje jej założenie przedsiębiorstwa, jej to idzie dobrze oraz zostanie matką, oddaje szpik i kopie faceta w krocze pod koniec ciąży. Tak. Bo to ma sens.

   Jestem dziwnym człowiekiem, chciałam robić dwa brzuszki po każdym absurdzie, no ale po sześćdziesięciu stronach naliczyłam ponad dwieście brzuszków, tak naliczyłam. Jeśli ktoś jest masochistą albo ktoś lubi czytać książki absurdalne, to ja polecam.


Witajcie! Chociaż życie jest za krótkie na złe książki, to ja mam zamiar skończyć tę serię... Tak, jest kontynuacja. Jak znajdę czas, to przeczytam i zrelacjonuję. To może być ciekawe. Albo i nie. Trzymajcie się ciepło!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz