wtorek, 18 kwietnia 2017

Leena Lehtolainen, Kobieta ze śniegu

Moje drugie i na tę chwilę ostatnie spotkanie z twórczością Leeny Lehtolainen. Dlaczego? O tym w tekście. Zapraszam.


autor: Leena Lehtolainen
tytuł: Kobieta ze śniegu
tytuł oryginalny: Luminainen
rok wydania: 1996 (Finlandia)/2004 (Polska)

   Lata 90., Helsinki. Maria Kallio zostaje, z racji bycia kobietą, oddelegowana na szkolenie do Rosbergi. Dlaczego Maria miała tam przeprowadzić kurs, a nie któryś z jej kolegów? Może dlatego, że odkąd urzęduje tam Elina mężczyźni mają zakaz wchodzenia na teren posesji. Od samego kursu aż do świąt Maria nie miała żadnych sygnałów z Rosbergi, aż do rozmowy z Airą Rosberg, którą niepokoi zniknięcie krewniaczki. Niestety, policja odnajduje Elinę martwą, zaś Maria oprócz rozwiązania tej zagadki ma na głowie potencjalnie powiększającą się rodzinę i psychopatę, który zbiegł z więzienia i może polować na nią i jej kolegę, Palo. 

   To było moje drugie spotkanie z Marią Kallio i na tę chwilę ostatnie. Nie dlatego, że ta książka była zła, tylko dlatego, że w mojej bibliotece książki Leeny Lehtolainen są trudnodostępne i trochę tego żałuję, bo drugie spotkanie z Marią po przeczytaniu o jej losach w Na złym tropie. Oprócz zagadki kryminalnej ukazywane są rozterki bohaterki oraz to, jak żyje kobieta w Finlandii w latach 90. Jedne są feministkami, jedne tkwią w sektach jako chodzące inkubatory, które gotują i piorą. Sama Maria jako przyszła matka... No cóż, podoba mi się jej postawa, ponieważ ona nie przyjmuje tej ciąży jako największe szczęście i cud nad cudami. Ma trzydzieści lat, niedawno została mężatką i pozostała przy swoim nazwisku i chyba myśl, że mogłaby być matką z początku ją szokuje i musi się przygotować na to, że praca nie zawsze jest dla kobiety najwyższym priorytetem. Szczególnie, że Maria jest feministką, dlatego ona pojechała przeprowadzić do Rosbergi szkolenie. Ponadto Maria jest jedyna w swoim komisariacie, przez co czasem musi zatracić swoją kobiecość i postawić na odwagę i hardość, aby udowodnić nie tyle co sobie, co niektórym kolegom z pracy, że kobieta też może być policjantem.

   Gdyby nie fakt, że w mojej bibliotece jest jeszcze tylko jeden tytuł, a w Polsce przetłumaczono raptem pięć tomów z dwudziestu sześciu, a to raptem sześć mniej niż liczy mój ulubiony cykl o major Anastazji Kamieńskiej, która również jest jedyną kobietą w swoim wydziale, to przeczytałabym całość losów Marii Kalio. Wiem, że poprzednie zdanie nie miało sensu, jednak pięć tomów po polsku przy dwudziestu sześciu w języku fińskim? To nie jest może kryminał najwyższych lotów, ale można rzec, że jest kryminałem dobrym i nie żałuję, że przeczytałam tę pozycję.

Witajcie! Wbrew pozorom nie jestem nocnym markiem, że ten tekst pojawia się tak późno w nocy. Po prostu ja niesamowicie prokrastynuję. Ten wpis niestety spowoduje naprawdę ogromną przerwę w tekstach o książkach z cyklu o Marii Kallio, jednak to nie moja wina, jak już zdążyłam podkreślić. Mam nadzieję, że jednak uda mi się ją dokończyć. Trzymajcie się ciepło i pamiętajcie - czasem warto pójść spać niż męczyć oczy czytaniem po oczach!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz