wtorek, 9 maja 2017

Zoella, Girl Online

Tę książkę poleciła mi znajoma (pozdrawiam) i byłam ciekawa. Coś mi się w uszach obiło, że jest ktoś taki jak Zoella. Jednak nie będąc wkręcona w działalność Zoe Sugg (bo tak Zoella nazywa się) postanowiłam przeczytać jej debiut literacki. Zapraszam.



autor: Zoe Sugg (znana jako Zoella)
tytuł: Girl Online
rok wydania: 2014 (Wielka Brytania) / 2015 (Polska)

   Nastoletnia Penny prowadzi bloga. Bojąc się, że będzie źle odebrana pisze pod pseudonimem Girl Online. Niby nic, jednak Penny ma pewien problem. Ma ataki paniki, które utrudniają jej życie. Zbliżające się święta Bożego Narodzenia mają być jednak inne dla dziewczyny, bo jej matka ma spędzić je w pracy. Jako, że jest organizatorem wesel rodzice Penny razem z córką jadą do Nowego Jorku. Nastolatka poznaje tam Noah, w którym zakochuje się. Oczywiście Penny opisuje wszystko na blogu. Są pewne ale - dziewczyna nie mówi Noah o tym, że jest blogerką a Noah też jej nie powiedział o pewnej, drobnej rzeczy.

   Chociaż to już trzecia młodzieżówka, o której piszę, gdzie znów miłość jest w tle to trafiła do mnie. Prawdopodobnie dlatego, że potrafię utożsamić się z Penny na linii jestem ja - jestem blogerem. Albo blogerką. Penny nie chce ujawnić się, że to ona, 15 - letnia Penny Porter jest tą Girl Online. Dzieli się swoimi najgłębszymi myślami i tym, że miewa ataki paniki i z jej otoczenia o tym że bloguje nie wie prawie nikt. To jest chyba różnica między mną a nią (pomijam wiek), bo kto miał się dowiedzieć o tym, że mam bloga to się dowiedział, kto się nie dowiedział to może się dowiedzieć.

   Bohaterowie wydają się być sympatyczni. Chociaż jest coś schematycznego w relacji Penny i Noah (czytaj spotkanie - rozwijanie relacji - kłótnia - powrót) jest to ładnie ujęte i przyjemnie się to czytało. Jednak było kilka rzeczy, które mogły zirytować.

   Po pierwsze - zlecenie dla mamy Penny od pary z USA, której spodobała się wystawa w ich sklepie. Po drugie - ilość czytelników bloga Penny. Po trzecie - niesamowity pech Penny i potem niesamowite szczęście. Niby niemożliwe, ale czego oczekiwać od młodzieżówki? Mogę się odnieść do trzeciego (bo pierwszych dwóch punktów raczej nie wytłumaczę) i stwierdzić, że starożytni Grecy mieli rację (wiecie, te wszystkie fortuna kołem się toczy) i to, że Penny ma trochę tych niezbyt fortunnych wydarzeń i ataki paniki. Uważacie, że takie combo jest nierealne? No cóż, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie miał okresu czasu, kiedy nic mu nie szło. Zresztą niesamowite szczęście Penny ma chwilę, kiedy nie towarzyszy bohaterce.

   Czy ja polecałabym tę książkę? Raczej nie, to nie jest nic wybitnego, jednak jeśli coś potrzebujecie na przełamanie kaca książkowego to jest to dobra pozycja. Nie wybitna, nie słaba. Dobra. I chyba przeczytam kolejne dwie części, które ukazały się.

Witajcie. Dla niektórych z Was jest to dopiero początek boju maturalnego. Dla mnie jest to okres, kiedy stwierdzam, że nie obejrzę całego House'a w tym miesiącu, bo strasznie prokrastynuję (nawet jeśli nie ma takiego słowa, to mam odpowiednik - lenię się). Trzymajcie się ciepło!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz