sobota, 17 czerwca 2017

#6 W przerwie na reklamy. Death Note

W pewnym momencie życia obejrzałam całe Death Note. To nie było bardzo dawno temu. O czym i dlaczego? O tym będzie dzisiaj. Zapraszam.


tytuł: Death Note
tytuł oryginalny:
emitowany: 2006 - 2007 (zakończony)
w polskiej wersji dialogi czytał Radosław Popłonikowski

   Light Yagami chodzi do liceum. Z pozoru jest taki jak wszyscy w jego wieku, jednak jest geniuszem. Pewnego dnia znajduje notatnik. Zgodnie z jego opisem, każdy, kogo Light wpisze do notesu umrze na atak serca. Skutki uboczne? U boku Lighta pojawia się Ryūk, który jest shinigamim. Po ludzku - Ryūk jest bogiem śmierci, a Light wchodząc w posiadanie notatnika i decyduje o tym, kto może umrzeć, a kto nie. Bonus? Widzi nazwiska, ale nie widzi daty śmierci. Co można zrobić mając taki zeszyt? Zabić kogoś, kogo się nie lubi? Zabić rywali? Nie. Light postanawia wymierzać sprawiedliwość. Społeczeństwo nazywa go Kirą, jednak są osoby, którym nie podoba się to, że tajemniczy i nieznany morderca morduje przestępców. Dlatego na jego trop chce wpaść tajemniczy L i kilku policjantów, w tym ojciec Lighta. Kto wygra w tej walce? Light, który wymierza sprawiedliwość czy L, który chce odkrycia tożsamości Kiry?

   Szczerze? Strasznie cierpiałam podczas oglądania tego serialu, szczególnie, kiedy pojawił się kolejny notatnik, a był on w rękach Misy Amane, bo to chyba była najbardziej tępa postać w całym serialu. I jeszcze Light... Podobieństwo do Raskolnikowa strasznie mi się nasunęło, bo i Yagami i Rodia uznali się za tych wyższych. No, Rodia zabił aż dwie osoby, Light o wiele więcej. Obaj też mieli swoich demaskatorów - Rodia miał Porfirego Pietrowicza, a Light ma tajemniczego L. Okazuje się, że nie ma jednego L, jest też inny, który ma ten sam cel, co jego poprzednik, jednak jest zaledwie Trzecim L. Tak samo jak w Zbrodni i karze wiemy kto zabił, ale brak nam postaci typu Łużyn, Dunia czy Razumichin... Nawet brak tu Sonii. Jakby nie patrzeć, jest tu tylko Rodia i Porfiry Pietrowicz. Tylko w trochę gorszym wydaniu, bo o wiele bardziej męczącym.

   Jak na serial rozmieszczony na 37 odcinków uważam, że to o kilka za dużo. Pomysł był dobry - człowiek o wypaczającym się systemie moralnym decydujący o tym, czy przestępcy mogą żyć czy nie. Postać Lighta mogłaby ratować cały serial gdyby nie to, że otaczająca go reszta jest niewymownie sztuczna. Szczególnie L. Ten pierwszy L. Niby jest genialny i bardzo zamożny, jednak ta cała fasada i legendy, jakie wokół niego są zbudowane są strasznie nienaturalne. Każdy ma jakieś słabości, jednak L zachowuje się, jakby był bez wad. To samo można zarzucić Lightowi. I nie na darmo przywołałam Rodiona Raskolnikowa. Są bardzo podobni. Obaj uważają się za wielkich, jednak Light do samego końca, jednak w ostatniej chwili traci spokój i zachowuje się zbyt nerwowo.

   Wspomniałam, że akcja toczy się podczas 37 odcinków? Niech Was to nie zmyli, że to będzie tak samo krótka akcja jak w Zbrodni i karze. Widzimy tu Lighta w liceum, na egzaminach wstępnych, podczas studiowania a nawet pracującego w policji. Wedle informacji z Wikipedii cała akcja dotyczy sześciu lat, bo spotykamy Lighta w wieku 18 lat, a żegnamy się z nim jak ma lat 24.  Przynajmniej jest tyle dobrego.

   Witajcie! Wiem, że niedługo, ale nie wiem kiedy dokładnie zaczynają się letnie wakacje. Znając życie nie wstrzelę się ani z terminami i jeszcze sesja... Trzymam kciuki za studentów, którzy teraz walczą albo walczyli i czekają na wyniki sesji. Niech moc będzie z Wami!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz