sobota, 1 lipca 2017

J. K. Rowling, Harry Potter i Insygnia Śmieci

To już ostatnia część przygód młodego czarodzieja. Dziś w końcu stwierdzę, czy podobały mi się książki czy też nie. Zatem... Zapraszam!


autor: J. K. Rowling
tytuł: Harry Potter i Insygnia Śmierci
tytuł oryginalny: Harry Potter and the Deathly Hallows
rok wydania: 2007 (Wielka Brytania)/2008 (Polska)

   Jeśli coś jest pewne, to to, że Voldemort i jego poplecznicy rosną w siłę. Zakon Feniksa zaś musi mieć się na baczności. Szczególnie, jeśli chodzi o realizację zadania polegającą na opiece nad Harrym. Młody czarodziej nie wraca do szkoły, aby podjąć ostatni rok nauki. Zrywa również z Ginny. Harry jednak nie zostaje jednak aż taki sam w swojej misji znalezienia horkruksów. Razem z nim podążają Hermiona i Ron, którzy także zrezygnowali z nauki. Ponadto Hermiona dokonała wielkiego aktu poświęcenia, aby pomóc przyjacielowi i zapewnić bezpieczeństwo swoim niemagicznym rodzicom. Tymczasem w Hogwarcie zaczynają dominować Śmierciożercy z Severusem Snapem na czele.

   Nic nie może wiecznie trwać. Tak samo nie może trwać wiecznie przepychanka dobra ze złem, które miało być pokonane.Tu nie ma co spoilerować, jak się to zakończyło. Wszystkie wątki dobiegają szczęśliwie do końca. No dobrze, nie dla wszystkich jednak autorka na szczęście nie zostawiła furtki, dzięki której powstałaby kolejna część. Rozumiem również to, że Hermiona i Ron postanowili pomóc Harry'emu i Hermiona posunęła się do tego, że odcięła się od rodziny (w bardzo poważnym sensie tego pojęcia), jednak Harry... Rozumiem, że chciał chronić Ginny, która będąc jego dziewczyną byłaby narażona na wiele rzeczy, ale hej, jej rodzice należą do Zakonu Feniksa a starszy brat pomaga Chłopcu, który przeżył starcie z Lordem Voldemortem, a w Hogwarcie są Śmierciożercy. To nie są przesłanki, które świadczą o tym, że ktoś nie będzie w niebezpieczeństwie.

   Duże wrażenie zrobiła na mnie scena walki. A raczej Bitwy o Hogwart. Cena ostatecznego rezultatu była... ogromna. Jak każdej wojny w sumie. Szkoda mi było pewnych postaci, jednak ostatnia scena... Nie spodziewałam się tego. Znaczy w 1/3 się spodziewałam, pozostałych 2/3 już nie. Tak jak w sumie wszystkiego. I ofiar. I determinacji. I prawdziwych intencji. Bo rozwiązanie było do przewidzenia.

   Przeczytałam wszystkie siedem tomów. Nie czytałam tego jako dziecko. Czy żałuję? Niestety, nie. Cieszę się, że poznałam całą historię tak późno. Wiem teraz, że nie jest ona aż tak wybitna i nie zmienia aż tak życia. Równie dobrze mogłabym nigdy nie poznać losów Harry'ego. Dlaczego? Wychowałam się na Ani z Zielonego Wzgórza i raczej moje potencjalne dzieci też się na niej wychowają. Taką mam nadzieję. Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie, że nagle mam stawać się uczennicą magicznej szkoły i uczyć się zaklęć. Mój materiał na studia to istna czarna magia. Jakoś realizm Ani do mnie przemówił bardziej niż magiczny świat Harry'ego. Przykro mi.


Witajcie! Od przyszłego tygodnia ogłaszam tryb wakacyjny. Nie będzie mniej postów, jednak pojawią się tagi książkowe. Śledźcie na bieżąco fanpage bloga, tam będę w miarę w czasie rzeczywistym wrzucała wszelkie informacje. Trzymajcie się ciepło, papa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz