sobota, 15 lipca 2017

Katarzyna Michalak, Powrót do Poziomki

Dosyć niedawno mogłam uraczyć Was tekstem o pierwszej części tego dzieła, które znajdziecie tutaj. Nie chcę jednak zbyt długo przedłużać, więc zapraszam na - mam nadzieję - krótki i w miarę logiczny tekst o Powrocie do Poziomki. Zapraszam.

autor: Katarzyna Michalak
tytuł: Powrót do Poziomki
rok wydania: 2011

   Rok po tym, jak Ewa szukała swojego małego, białego domku bez łap, farbowała włosy i została matką znów wracamy do Urle City. Wydaje się, że w jej życiu nastała chwila wytchnienia, ale jej mąż jedzie w głąb dzikiej Azji pokazywać ogrody, jej przyjaciel Andrzej musi się ukrywać, choć dopiero urodziły mu się bliźnięta, zaś Ewa... No cóż, Ewa nie tylko nie wie, kiedy wróci Witold, kiedy skończą się problemy Andrzeja oraz co z jej wydawnictwem. I gdzież ona zaparkowała ten swój samochód?

   Szczerze? Myślałam, że Ewa mężatka będzie rozsądniejsza. A tu targają ją emocje. Nie dość, że jej wydawnictwo podupada to sama bohaterka zostawia dziecko z opiekunką i jedzie do Indii, gdzie zbieg okoliczności sprawia, że chce adoptować dziecko. Z Indii. Dziewczynkę, którą wyłowiła z rzeki. Ponadto kobieta dostrzega, że stolica Indii może być tak bardzo... różna. Z jednej strony bogata, pełna przepychu a tuż obok bieda się szerzy.

   Co mogę jeszcze zarzucić bohaterce? Zacznijmy o zazdrości o męża. Pojechał w celach biznesowych na wystawę, a Ewa widzi w tym istny Tour de Zdrada. W pewnym momencie kobieta nie wytrzymuje i wyrusza za mężem zostawiając rodzoną (!) córkę w Polsce i ratując dziewczynkę z rzeki zakochuje się w niej i chce ją adoptować. Ja wiem, że czasem warto mieć rodzeństwo, jednak serio, czy Ewa nie mogła adoptować dziecka w Polsce tylko wiedziona jakąś dziką wizją wyrusza nad rzekę Ganges?
 
   Ponadto osoby z jej otoczenia - Andrzej ucieka przed wymiarem sprawiedliwości, jak na odpowiedzialnego ojca i człowieka przystało, Karolina zamartwia się o męża, wszak ten nie zostawił jej żadnej informacji, Witold siedzi w Azji a na scenę powraca biologiczny ojciec Julii, Daniel z trudnym nazwiskiem, prawdopodobnie de Veere. Ten, którego historię można było prześledzić w internecie jak zgodnie twierdził duet poskramiający Ewę w pierwszym tomie.

   Podejrzewam, że całość była kompletnie nieprzemyślana. Szczególnie, że pierwszy tom drugiego nie zapowiadał. Przez co zdziwiłam się mocno, kiedy lubimy czytać podpowiedziało, że sorry, ale to nie wszystko. I tym razem spodziewam się, że zakończenie znów zamknięte (bez cliffhangerów, plottwistów i tego typu cacek) wbrew pozorom nie da kolejnej części losów Ewy, która ratuje sieroty z rzek, nie wie gdzie zostawia auto i jest genialnym dzieckiem biznesu.

   Komu mogę polecać tę pozycję? Nie oszukujmy się, jest to typowa literatura kobieca, z którą mam tak bardzo po drodze jak z fizyką kwantową, czyli wcale. Jednak jeśli ktoś potrzebuje książki, nad którą trzeba myśleć, aby wiedzieć, co się dzieje z bohaterką, bo po prostu się nie da zrozumieć jej toku rozumowania to polecam.

Witajcie! Wiem, że może choć są wakacje to aura niezbyt wakacyjna. Oraz, że jest połowa lipca, minie druga połowa i będzie połowa wakacji. Nie pozostaje jednak nic innego, jak trzymać się ciepło i czytać. Bo hej, po to są wakacje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz